niedziela, 13 stycznia 2019

Inspiracje na postanowienia noworoczne


  1. Uczyć się fińskiego co najmniej kwadrans dziennie. 
  2. Polecieć do Finlandii.
  3. Pogłaskać renifera.
  4. Saunować!
  5. Przeczytać książki przynajmniej 5 różnych autorów
  6. Nauczyć się tańczyć po fińsku (tango, disco, albo to).
  7. Zjeść salmiakki bez krzywienia się.
  8. Ugotować coś fińskiego. 
  9. Nauczyć się pływać jak syrenka
  10. Pojeździć na zmyślonym koniu
  11. Znaleźć nowy ulubiony fiński zespół. 
  12. Więcej fotografować.
  13. Obejrzeć co najmniej 5 fińskich filmów. 
  14. Przejść na wegetarianizm.
  15. Stworzyć sobie własną wyspę.
  16. Zacząć kolekcję muminkowych kubków.
  17. Znaleźć w sobie więcej sisu
  18. Być szczęśliwym.

poniedziałek, 7 stycznia 2019

Laponia. Wszystkie imiona śniegu


Wiele osób kojarzy Laponię tylko z wioską świętego Mikołaja. Jego oficjalna siedziba, Rovaniemi, faktycznie znajduje się w Laponii, a dokładniej jej fińskiej części. Sama zaś Laponia (fiń. Lappi, szw./norw. Lappland, lap. Sápmi) zajmuje tereny aż czterech krajów, Norwegii, Szwecji, przywołanej Finlandii i Rosji. Lapończycy, Saamowie (Saami lub Sámi) to pierwotnie lud koczowniczy, który żył razem z reniferami. To właśnie te zwierzęta wyznaczały, i do dzisiaj wyznaczają, tempo i styl życia Lapończyków. Zaskakujące, że Saamowie mają na nie kilkadziesiąt określeń, podobnie z resztą jak na śnieg. Druga książka duetu autorów bloga Bite of Iceland, Marty i Adama Biernatów, jest nie o Islandii, ale właśnie Laponii. I z podobną mocą, jak jej poprzedniczka, zachwyca.




Czytając "Laponię. Wszystkie imiona śniegu" przenosimy się przede wszystkim do dawnej Laponii, kiedy jej mieszkańcy ani myśleli o osiedleniu się gdzieś na stałe. Autorka książki sięga do korzeni lapońskiej kultury i przywołuje jej najważniejsze założenia. Możemy podejrzeć lapońskiego szamana i uszczknąć nieco pogańskich tajemnic, zapoznając się z dawnymi wierzeniami i wynikającymi z nich tradycjami i obrzędami Saamów. Bardzo żałuję, że trzymając w rękach papierową książkę nie słychać opisywanych w niej praktyk joikowania, niby śpiewu, niby wołania duszy. Kiedy chrześcijaństwo na dobre osiedliło się w Skandynawii, Saamowie zostali zmuszeni do asymilacji i porzucenia pradawnych wierzeń i praktyk. Zakazano nawet joikowania i używania szamańskiego bębna. Na całe szczęście lapońskiej kulturze udało się jednak przetrwać.

Polecam jako podkład muzyczny do lektury!



Przez pryzmat kolejnych stron książki mamy też okazję zajrzeć do lapońskiego namiotu i przyjrzeć się panującemu tam życiu codziennemu, które podlegało wielu regułom. Hierarchia wyznaczająca miejsce do spania w namiocie, wychodzenie konkretnym wyjściem zależnie od okazji, albo pedantyczne wręcz porządki, to tylko kilka z nich.

Rozdziały "Laponii" to wielowątkowa kulturalna podróż. Zauważyłam, że pisanie książki zostało poprzedzone solidnymi badaniami i lekturą wielu pozycji na temat kultury i historii Saamów. Ich rezultaty są podane w formie przypominającej raczej zbiór ciekawostek, nie są garścią suchych faktów i informacji. Do tego Marta ma piękny dar opowiadania. Łatwo się oczarować. Nie tylko Laponią, ale też samą lekturą książki.

Laponia to też piękne i bezkresne krajobrazy. Kilka z nich uchwycił na zdjęciach Adam, doprawiając magiczną historię jeszcze bardziej magicznymi widokami.


Renifery, zorze, szamanizm, śnieg i joik. Tak myślę o Laponii. Postrzeganie jej tylko jako siedzibę świętego Mikołaja to przyjęcie bardzo wąskiej i, moim zdaniem, złej perspektywy (swoją drogą z książki też dowiecie się jak to się stało, że Mikołaj wylądował akurat w Rovaniemi). "Laponia. Wszystkie imiona śniegu" pozwala spojrzeć na nią szerzej, otworzyć oczy, dostrzec skrywane piękno krainy przykrytej śniegiem. Pozwala przyjrzeć się ciekawym historiom Saamów, ich złożonej kulturze i tradycjom, z których wiele przetrwało do dziś.

Czekam z niecierpliwością na kolejne książki duetu Biernatów. Dotychczasowe pozycje traktują bardzo mocno o krajach, których dotyczą i jest w nich zdecydowanie za mało prywatnych zwierzeń. Tych chciałabym więcej bo coś czuję, że one również mogłyby nas, czytelników, oczarować tak, jak piękne lapońskie zorze.


Egzemplarz do recenzji otrzymałam od wyd. Poznańskiego. Z radością objęłam patronat medialny :) 

czwartek, 3 stycznia 2019

Uusi vuosi, uusi minä


Nowy rok, nowa ja.... / Päättynyt aamiainen, Elin Danielson-Gambogi / 
Początek roku zawsze skłania do przemyśleń, podsumowań, wysnucia nowych planów. Tak patrzę na mój 2018 i muszę stwierdzić, że nie był to przychylny rok dla mnie jako Finoluba. I choć ogólnie działo się wiele, to jakoś z fińskością było mi nie po drodze. Gdzieś tam wciągnęły mnie studia, tu znowu praca, no i przeprowadzka (nie, nie do Finlandii). Wewnętrzny Finolub nie był zachwycony, bo, jak łatwo się domyślić, fińskiego nawet nie tknęłam, książki do przeczytania zalegały po kątach zbierając tylko kurz, a plany wyjazdu za Bałtyk uschły i posypały się niczym niepodlewana paprotka. Nie było zatem o czym pisać, więc i blog świecił pustkami.

Uusi vuosi, uusi minä, tak się co roku mówi. Trochę sceptycznie podchodzę do noworocznych postanowień. Niby fajnie coś tak sobie postanowić, ale wszelkie porażki na tym froncie wpędzają tylko w poczucie gorzkiego zawodu. Z drugiej strony, chciałabym pewnych zmian. Niezobowiązujących, bo jak się nie uda, no to trudno. Mimo wszystko postaram się jakoś ogarnąć swoją rzeczywistość i uczynić ją nieco bardziej fińską.

Oto, co bym chciała:

* wrócić do nauki fińskiego
* czytać więcej książek (choć nie tylko tych fińskich)
* pisać na blogu.

Jak mi to wyjdzie, sprawdzę za rok.

Przy okazji życzę Wam, drodzy Finolubni, aby 2019 był dla Was tak niebiesko-biały, jak to możliwe :)

piątek, 28 grudnia 2018

Odpoczynek po fińsku

Ten tydzień między świętami a sylwestrem to najlepszy czas na relaks i leniuchowanie. Trzeba w końcu  odpocząć po tym całym obżarstwie i nazbierać sił na nowy rok. Jak się odpoczywa po fińsku?



Można zacząć od krótkiej przerwy, tauko. Odpoczynek jako taki to lepo. Tak samo, jak wojskowy rozkaz "Spocznij!". Jest jeszcze rentous, czyli relaks.

lepo - odpoczynek, 'spocznij'
levätä - odpoczywać
lepään - odpocznijmy!

rentous - relaks
rentoutua - relaksować się
rentoudutaan! - zrelaksujmy się, odpocznijmy!
ota rennosti - zrelaksuj się, uspokój (jak ang. chill out)


Jeśli chodzi o fińskie sposoby na relaks, pierwsze co przychodzi do głowy to oczywiście sauna. Relaks nie tylko dla ciała, ale i ducha. Odpoczynek na gorąco, w sam raz na sezon zimowy! Finowie cenią sobie kontakt z przyrodą, dlatego zupełnie naturalną opcją na relaks jest też spacer, kävely. A po spacerze można zmienić się w sohvaperuna, kanapowca z krwi i kości i po prostu pooglądać tv. Można też się zdrzemnąć, a drzemka po fińsku to torkku, choć zwykle występuje w liczbie mnogiej, jako torkut. Ciekawe, prawda? :)

Minä itse pidän rentoutumisesta. Pidän kun en tee mitään. Mutta en ole laiska. Olen virransäästötilassa ;)

rentoutuminen - odpoczywanie
laiska - leniwy
virransäästötilassa - w trybie energooszczędnym

niedziela, 1 października 2017

Kahvia, kiitos!


Obudzić się bez budzika i poczuć cudny aromat świeżo zmielonych ziaren  kawy... to zdecydowanie jeden z lepszych scenariuszy na rozpoczęcie poranka. Pierwszy łyk, subtelny zapach i taka mała obietnica, że to będzie dobry dzień. Niezależnie od tego, czy pogoda dopisze, albo że jest piątek trzynastego.

Albo w środku dnia roboczego, kiedy zbliża się "ta" godzina. Kiedy już palce na klawiaturze mylą klawisze, a myszka nie potrafi już trafić w odpowiednią komórkę arkusza. Kiedy ziewanie to takie ciche wołanie o pomoc, a porozumiewawcze spojrzenia współpracowników zdają się kierować tylko w jedno miejsce. Tam, gdzie stoi ekspres. Mam tak pięć dni w tygodniu.

A co dopiero podczas nadchodzącego długiego jesienno-zimowego sezonu, kiedy jest zimno (coraz zimniej) i trzeba się jakoś dogrzewać? W końcu nie można przecież ciągle siedzieć w saunie a popijanie babcinych nalewek też nie zawsze jest możliwe. I kiedy słońce lubi znikać jakby miało zniknąć na zawsze. Kiedy potrzeba dodatkowej energii, aby przetrwać krótki dzień i dobrze wykorzystać niekończące się wieczory.


W ogóle nie dziwi mnie, że Finowie ciągle pozostają w czołówce narodów spożywających najwięcej kawy 
na świecie. Statystycznie przeciętny Fin wypija 12 kg(!) kawy rocznie, podczas gdy Polak zaledwie niecałe 2.5 kg. Różnica jest powalająca. Tak przy okazji, czy wiecie, że w fińskim kodeksie pracy przewiduje się na nią dziesięć minut każdego dnia? To tak zwana kahvitauko (albo pot. kahvipaussi), przerwa na kawę. Tylko pozazdrościć.

Ponoć istnieją ranne ptaszki i nocne sowy, ale ja jestem tym "wiecznie zmęczonym gołębiem". Dodatkowo takim o muminowej naturze, która gdyby mogła się zupełnie urzeczywistnić, kazałaby mi przespać całą zimę. I tak, by nie dać się zdominować mojemu wewnętrznemu Muminowi, zaparzam sobie kahvi. Moją ulubioną, aksamitną, bo z mlekiem (choć próbowałam, nie potrafię obejść się bez mleka), lekko słodkawą, bo z brązowym cukrem. Kahvi oczywiście tylko w moich ukochanych Muumimukit (kubkach z Muminkami), ponieważ tego właśnie wewnętrzny Mumin żąda. Muki (kubek) - nie mylić z munkki (pączek), który jednak do kawy także pasuje.

Słyszałam, że Finowie zwykle piją kawę czarną (mustana), bez mleka (ilman maitoa). Z drugiej strony doszły mnie słuchy o tym, że niektórzy lubią sobie wrzucić do kubka salmiakki, co automatycznie przyprawia mnie o gęsią skórkę. Zostanę więc przy swojej kawie z mlekiem (maidon kanssa/kera) i z cukrem (sokerin kanssa/kera).

To co, ktoś ma ochotę na pikku kahvitauko

niedziela, 10 września 2017

Revontulet

Zorze polarne są skutkiem rozbłysków na Słońcu. Emitowane podczas silnej aktywności Słońca cząstki, protony i elektrony, trafiają wówczas do przestrzeni kosmicznej, a gdy zbliżają się do Ziemi, zderzają się z górną warstwą atmosphere powodując wzbudzenia atomów. Energia, która się wówczas wytwarza, widziana jest na niebie jako zorza.



Zorze mogą przybierać różne kolory. Wszystko zależy od tego, na jakiej wysokości się tworzą i jakie gazy biorą udział w ich powstawaniu. Tlen świeci na zielono i czerwono, azot na bordowo, a z kolei żółte światło to mieszkanka azotu i tlenu. Wodór i tlen świecą w odcieniach fioletu i koloru niebieskiego.

Zanim jeszcze ludzie odkryli naukowe wyjaśnienia powstawania różnych zjawisk, tłumaczyli je sobie odwołując się do ówczesnych wierzeń. W mitologii fińskiej zorza polarna, revontuli (lub w l.mn. revontulet), to dosłownie ogień lisa (repo - przestarzała nazwa lisa, tuli - ogień). Niegdyś wierzono bowiem, że zorza polarna to nic innego jak odbicie na niebie tulikettu, ognistego lisa.

Zorze najczęściej można zaobserwować w okolicach bieguna północnego, chociaż zdarza się widzieć je także w Polsce. W Finlandii najbardziej popularnym miejscem polowań na zorze jest Laponia w okresie od stycznia do marca. Przed wybraniem się na wyprawę w poszukiwaniu ognistego lisa, warto zajrzeć na platformy monitorujące aktywności zórz, które wskazują gdzie najbardziej prawdopodobnie będzie można zaobserwować te piękne zjawiska (np. w Finlandii i ogólnie w Europie).

Na podstawie: wikipedia.pl, wiktionary.com