piątek, 20 listopada 2015

Chyba nie lubię jesieni

Pomyślałam, najlepszym pomysłem na teraz byłoby zbudowanie pod kaloryferem małego tipi. Będę udawać, że to taka lapońska kota. Upcham tam wszystkie poduszki,  koce, wełniane czapy, byle było miękko. W środku powieszę światełka, niby lampiony takie, z ciepłym światłem, żeby można było czytać. Wezmę całą serię z Doliny i więcej książek Tove. Albo przeczytam "Uczciwą oszustkę" dwieście razy z rzędu. A potem zapadnę w sen zimowy, jak rasowy Mumin.
I wtedy minie zima i obudzę się z wiosną. Spakuję walizkę, kupię pierwszy bilet, pojadę tam i ostatnimi resztkami cierpliwości będę wyczekiwać na wieczne krótkie lato. Na te szarawe wieczory, krótkie zachody słońca i jego szybkie wschody. Na zapach brzosowych witek, jeszcze nienagrzanej starej sauny (którą przechowuję teraz w pudełku z przyprawami, w torebce z wędzoną papryką). Na nieznośne komary i brak czekolady.
Tak, to jest chyba najlepszy plan.



P.S. Opcja ze śpiworem w niedźwiedzia zamiast tipi, też wchodzi w rachubę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz