niedziela, 1 października 2017

Kahvia, kiitos!


Obudzić się bez budzika i poczuć cudny aromat świeżo zmielonych ziaren  kawy... to zdecydowanie jeden z lepszych scenariuszy na rozpoczęcie poranka. Pierwszy łyk, subtelny zapach i taka mała obietnica, że to będzie dobry dzień. Niezależnie od tego, czy pogoda dopisze, albo że jest piątek trzynastego.

Albo w środku dnia roboczego, kiedy zbliża się "ta" godzina. Kiedy już palce na klawiaturze mylą klawisze, a myszka nie potrafi już trafić w odpowiednią komórkę arkusza. Kiedy ziewanie to takie ciche wołanie o pomoc, a porozumiewawcze spojrzenia współpracowników zdają się kierować tylko w jedno miejsce. Tam, gdzie stoi ekspres. Mam tak pięć dni w tygodniu.

A co dopiero podczas nadchodzącego długiego jesienno-zimowego sezonu, kiedy jest zimno (coraz zimniej) i trzeba się jakoś dogrzewać? W końcu nie można przecież ciągle siedzieć w saunie a popijanie babcinych nalewek też nie zawsze jest możliwe. I kiedy słońce lubi znikać jakby miało zniknąć na zawsze. Kiedy potrzeba dodatkowej energii, aby przetrwać krótki dzień i dobrze wykorzystać niekończące się wieczory.


W ogóle nie dziwi mnie, że Finowie ciągle pozostają w czołówce narodów spożywających najwięcej kawy 
na świecie. Statystycznie przeciętny Fin wypija 12 kg(!) kawy rocznie, podczas gdy Polak zaledwie niecałe 2.5 kg. Różnica jest powalająca. Tak przy okazji, czy wiecie, że w fińskim kodeksie pracy przewiduje się na nią dziesięć minut każdego dnia? To tak zwana kahvitauko (albo pot. kahvipaussi), przerwa na kawę. Tylko pozazdrościć.

Ponoć istnieją ranne ptaszki i nocne sowy, ale ja jestem tym "wiecznie zmęczonym gołębiem". Dodatkowo takim o muminowej naturze, która gdyby mogła się zupełnie urzeczywistnić, kazałaby mi przespać całą zimę. I tak, by nie dać się zdominować mojemu wewnętrznemu Muminowi, zaparzam sobie kahvi. Moją ulubioną, aksamitną, bo z mlekiem (choć próbowałam, nie potrafię obejść się bez mleka), lekko słodkawą, bo z brązowym cukrem. Kahvi oczywiście tylko w moich ukochanych Muumimukit (kubkach z Muminkami), ponieważ tego właśnie wewnętrzny Mumin żąda. Muki (kubek) - nie mylić z munkki (pączek), który jednak do kawy także pasuje.

Słyszałam, że Finowie zwykle piją kawę czarną (mustana), bez mleka (ilman maitoa). Z drugiej strony doszły mnie słuchy o tym, że niektórzy lubią sobie wrzucić do kubka salmiakki, co automatycznie przyprawia mnie o gęsią skórkę. Zostanę więc przy swojej kawie z mlekiem (maidon kanssa/kera) i z cukrem (sokerin kanssa/kera).

To co, ktoś ma ochotę na pikku kahvitauko