27.9.21

Recenzja: "Uczeń Kuglarza" / Anniina Mikama

Oficjalnie jestem fanką Mikamy od "Magika i Złodziejki", a po lekturze "Ucznia Kuglarza" moja sympatia do tej autorki jest jeszcze większa. Absolutnie pochłonęła mnie kolejna jej historia i zaraz wyjaśnię dlaczego. 

"Uczeń Kuglarza" Anniiny Mikamy (Huijarin oppipoika, tłum. S. Musielak) jest drugim tomem z trylogii "Magika i Złodziejka", i w takiej chronologii polecam zapoznawanie się z tym cyklem. Jeżeli nie czytałeś jeszcze pierwszego tomu powieści, ostrzegam, że dalsza część recenzj zawiera spojlery.


W "Uczniu" cofamy się trochę w czasie i z Helsinek przenosimy się do Krakowa, do roku 1829. Tutaj poznajemy głównego bohatera - jest nim nie kto inny jak młody Wiktor Worowski. Ten szorstki, starszy profesor, którego poznaliśmy w "Magiku", będzie teraz odzyskującym radość życia chłopcem. W powieści nie zabraknie też Toma, zbuntowanego wojskowego androida, którego decyzję o przeniesieniu do przeszłości śledzimy w prologu książki.

Głównym wątkiem jest jednak historia Wiktora. Choć jest on bardzo młody, zdążył doświadczyć w życiu wiele tragedii. Brat zmarł po ciężkiej chorobie, a on sam pada ofiarą potężnej i niewyjaśnionej eksplozji (swoją drogą pięknie przedstawionej na okładce, przez Alexandra Janssona), która powoduje jego inwalidztwo. Świadkiem tego niecodziennego wydarzenia jest Seweryn Król, wagabunda, i (jak się później okazuje) zegarmistrz i wirtuoz magicznych sztuczek. Seweryn pomaga chłopcu, w zamian za co matka Wiktora pozwala mu w stodole otworzyć zakład zegarmistrzowski. Wiktor zaczyna pobierać nauki u Seweryna, ale szybko okaże się, że naprawiają tam nie tylko zegarki. Zajmuje ich przede wszystkim odbudową androida, który spadł z nieba i rozbił się podczas eksplozji jego transportera. Wiktor i Seweryn próbują przywrócić Toma do funkcjonowania, a historia dopiero się rozkręca. Oczywiście nie może obejść się bez przeszkód, a Wiktor i jego koleżanka Zosia, będą musili wykazać się nieziemskim sprytem, by wyjść z opresji cało. Zosia, córka malarza, przypominała mi rezolutną Minę z pierwszego tomu, co jest dla mnie ciekawym zabiegiem. Sprytna, świetnie odnajdywała się w każdej sytuacji, niejednokrotnie ratując Wiktora z tarapatów.



"Uczeń kuglarza" to intrygująca powieść przygodowa. Muszę dodać dla formalności - powieść młodzieżowa, ale jak i w przypadku "Magika", polecam ją również starszym czytelnikom. Bardzo podoba mi się konkretna i oryginalna wizja Mikamy, która w tym tomie jest podtrzymana i rozwinięta. Wszystko tutaj działa precyzyjnie jak naoliwiony mechanizm zegarka. Nie zabraknie  kuglarstwa, technologii, nawet podszytego technologią okultuzmu, niedomówień, wątków nieszczęśliwych miłości, a przede wszystkim przyjaźni i oddania. A do tego wartka akcja i wciągająca narracja, oraz piękny klimat nieco steampunkowego Krakowa XIX wieku. Książkę przeczytałam w tempie dla mnie ekspresowym, bo w trzy wieczory, a ma ona nieco ponad 500 stron. 

Powieść kończy się w momencie, gdy Wiktor i Tom zamierzają podbić świat magicznymi występami. I tutaj czuję pewien niedosyt. Wiem, że ostatnia część trylogii powraca do historii Miny i Toma, a ja chętnie pośledziłabym jeszcze losy i przygody Wiktora i Toma. Wiem, że byłyby one równie wciągające jak te ich dotychczasowe.

Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Dwukropek, kiitos!


18.8.21

Recenzja: "Domowe makramy" / Susanna Uusitalo

Jednym z moich głównych zainteresowań jest język fiński i Finlandia - to wiecie. Czego nie wiecie, to to, że po godzinach interesuję się także rękodziełem różnego rodzaju. Ostatnio jest nim także makrama. Jestem wyplataczem o dość małym stażu (niecały rok), a na swoim koncie mam dopiero kilka gotowych plecionek. Gdy tylko dowiedziałam się o polskiej premierze książki Susanny Uusitalo "Domowe makramy. 20 pięknych projektów z podstawowych węzłów" (Kodin helpot makrameet), wiedziałam, że to coś, co muszę wypróbować.

Jak przyznaje sama Susanna, z makramą miała dość ograniczoną styczność, a w temat zaplatania zagłębiła się bardziej podczas pisania zleconej jej książki. Było to o tyle pocieszające, że nie trzeba dużego doświadczenia, by stworzyć coś ładnego. Na początku poradnika autorka zebrała instrukcje wyplatania kilku najbardziej podstawowych węzłów. Instrukcje są krótkie, dopełnione zdjęciami. Myślę, że dodatkowym ułatwieniem byłoby użycie dwóch kolorów sznurka na zdjęciach, albo strzałek tak, by jeszcze wyraźniej wyjaśnić zaplatanie. 

W dalszej części książki znajduje się 20 makram do domowego użytku, w tym np. wiszące doniczki, mały bieżnik i ozdoby naścienne. Każdy wzór opatrzony jest estetycznym zdjęciem oraz spisem potrzebnych materiałów. Wyjaśniając poszczególne wzory autorka używa nazw węzłów zaprezentowanych wcześniej. Warto jest je od początku zapamiętać, tak, by nie musieć wracać co chwilę do początku książki.

Przetestowałam jeden ze wzorów zaproponowanych przez Uusitalo. Jak mi poszło, pozostawiam do Waszej oceny.

Makrama ze strony 47.
Moje wykonanie.

Różnica jest nie tylko w kolorze, ale oczywiście nie świadczy to na minus dla zamieszczonych w książce instrukcji. Tutaj akurat mogłam zawieść ja i to jak poradziłam sobie z instrukcjami na papierze. Po tym doświadczeniu zdałam sobie sprawę, że dla mnie ta forma przekazywania wiedzy o splotach nie jest najlepsza. Choć czytałam instrukcje kilka razy, niektóre było mi ciężko pojąć. Starałam się jednak skrupulatnie wykonywać wszystko krok po kroku. Co dziwne, przy tym wzorze autorka nie podała grubości użytego sznurka, instrukcje do innych wzorów posiadają jednak takie info. 

Plusem jest cena książki i ładne, estetyczne wydanie. Z drugiej strony, makrama zaprezentowana na okładce polskiej edycji pochodzi z Shutterstocka, co moim zdaniem nie powinno mieć miejsca. Sięgając po poradnik kierujemy się także okładką. Odczułam niemałe rozczarowanie nie mogąc znaleźć tutoriala zaplatania okładkowej makramy, bo bardzo mi się ona spodobała. Dla porównania, na okładce fińskiego wydania widnieje leżak, który autorka w książce opisuje.

Moim zdaniem zaplatanie na podstawie statycznych zdjęć jest dużym wyzwaniem dla osób zaczynających przygodę z makramą (i tak jak ja - mających najwyraźniej problem z wyobraźnią przestrzenną :)). Na zdjęciach nie widać ruchu, trzeba się trochę wysilić, by zauważyć na czym polega konkretny krok i jak do niego dojść. Dla zupełnie początkujących poleciłabym raczej dobre tutoriale wideo (najlepiej oglądane w spowolnieniu), na których widać każdy ruch. Osoby, które już znają podstawowe zasady łatwiej poradzą sobie z instrukcjami na papierze i tym właśnie poleciłabym książkę Uusitalo jako źródło dodatkowych i ciekawych inspiracji.

Książkę na język polski przełożyła Agata Słabuszewska z Kolektywu Tłumaczy Literatury Fińskiej KIRJA.

Egzemplarz do recenzji otrzymałam od Wyd. Słowne (daw. Burda Książki)

6.6.21

Recenzja: "Magik i Złodziejka" / Anniina Mikama

Dawno żadna książka nie przypadła mi do gustu tak jak "Magik i Złodziejka" Anniiny Mikamy (Taikuri ja taskuvaras, tłum. S. Musielak), wydawnictwa Dwukropek. Szczerze, nie ma tutaj nic, co by mi się nie spodobało. Był klimat, który lubię, magia i tajemnica, intrygująca historia i zwroty akcji. Ale od początku...

Pixabay

Zimowe Helsinki, rok 1890. Końcówka XIX wieku, czas innowacji i postępującej industrializacji. Mina, nastolatka, która pomimo swojego młodego wieku posiada już solidny bagaż doświadczeń. Choć pochodzi z zamożnej rodziny, po śmierci ojca, a później matki, ląduje na na ulicy. Mieszka w starej drewutni, w szemranym towarzystwie kanciarzy i zbirów. Aby przeżyć, musi kraść, i w tym "fachu" jest już całkiem niezła. Pewnego dnia okrada przystojnego młodzieńca, Toma. Skradziona mu rzecz okazuje się nie być zegarkiem, ale urządzeniem dziwacznym i dość skomplikowanym, jak na owe czasy. Tom, ku zaskoczeniu Miny, proponuje jej posadę opiekunki nad starszym i niepełnosprawnym, pochodzącym z Polski, profesorem Worowskim. I tak, wraz z zamieszkaniem w ogromnym domu profesora, rozpoczyna się seria przygód Miny. 

Tom to magik, iluzjonista. Potrafi oczarować widownię swoimi sztuczkami, popisowo łapie w locie kule. To także wybitny wynalazca, inżynier, który swoje umiejętności techniczne sprytnie wykorzystuje podczas iluzjonistycznych pokazów. Jak mówił o nim profesor, to chłopak, który urwał się z księżyca. Konstruuje przedziwne machiny, mechaniczne ptaszki nagrywające dźwięk, poruszające się zabawki, a jego najbardziej zaawansowanym dziełem jest... android. Jego myśl technologiczna wyprzedza epokę o wiele wiele lat, przez co budzi niemały zachwyt ówczesnego towarzystwa, choć nie brakuje też słów krytyki. Rozwój techniki fascynuje wielu, ale też rodzi wiele wątpliwości. Czy maszyny mogą samodzielnie myśleć? Czy mają dusze? To z kolei prowadzi do dalszych pytań natury filozoficznej - co to w ogóle znaczy być człowiekiem? Czy Cynowy Żołnierzyk, stworzona przez Toma maszyna o ludzkim wyglądzie, która "uczy się" sama myśleć, może być za takiego uznana? Idąc dalej, co jeśli budowa takich maszyn się upowszechni i co jeśli się one zbuntują? Autorka porusza te kwestie, zachęcając niejako do dalszych przemyśleń. 

Wracając do głównych bohaterów: Mina to dziewczyna rezolutna, silna, ale też wrażliwa, spragniona miłości. Z kolei Tom jest wyważony, trochę zdystansowany, skrywa wielką tajemnicę. Profesor, jakby dla kontrastu, szorstki, czasem wręcz gburowaty, choć także niepozbawiony niedopowiedzeń. Dobór bohaterów to już niezła mieszanka. Do tego teatr Toma i stworzona przez niego dżungla, wprowadza bardzo specyficzny, może wręcz dziwaczny, nastrój. A wszystko to osnute dużą dawką tajemniczości. Niewyjaśniona śmierć ojca Miny, niejasna przyczyna niepełnosprawności profesora, niepojęty geniusz Toma, to sekrety, które "Magik i Złodziejka" kartka po kartce odkrywa przed swoim czytelnikiem. Magia splata się tu z kryminałem, intryga z iluzją, wątki sensacyjne z fantastyką. Mikama serwuje klimatyczną i wciągającą opowieść, pełną wartkiej akcji i momentów zaskoczenia.

Jest to z założenia książka kierowana do nastoletnich czytelników, ale warta uwagi także starszych. Nie tylko dla intrygującej historii, ale także wyłaniających się spod niej pytań wręcz filozoficznych. Autorka przedstawia opowieść na kanwie Helsinek z XIX wieku, przywołując wiele autentycznych miejsc, choć jak sama przyznaje w posłowiu, czasem nagina rzeczywistość tak, by bardziej wpasować ją w swoją opowieść.

A jest to opowieść o niezwykłym klimacie. Pięknie zarysowane sceny, ciekawa narracja i język nawiązujący do zamierzchłej epoki, który wydaje mi się został doskonale oddany w polskim tłumaczeniu. Za polską wersję "Magika..." odpowiada Sebastian Musielak, tłumacz nota bene znany również z przekładu innych fińskich powieści młodzieżowych. Okładka, niczym kropka nad i, w wersji polskiego wydania świetnie podkreśla nastrój.

Mikama funduje czytelnikowi niezmiernie przyjemną podróż w czasie, do XIX-wiecznych Helsinek, pełną fascynujących przygód i ciekawych postaci. "Magika i Złodziejkę" polecam każdemu, kto lubi powieści nieoczywiste, w klimacie tajemnic usnutych na przestrzeni epok, okraszonych magią i iluzją. Jest to pierwsza część trylogii Mikamy. Na przekłady kolejnych części czekam z ogromną niecierpliwością! 


*

Książkę do recenzji otrzymałam od wyd. Dwukropek. Kiitos!

12.3.21

Recenzja: "Reczy, które spadają z nieba" / Selja Ahava

"Czasami niebo spada na głowę, czasami ziemia osuwa się spod nóg". To jeden z moich ulubionych cytatów z "Rzeczy, które spadają z nieba", autorstwa Selji Ahavy (Taivaalta tippuvat asiat, tłum. J. Polanowska), książki, która niedawno ukazała się nakładem wyd. Relacja. Ot tak, inicjują się nowe wydarzenia, nowe ścieżki, z prostej drogi w skomplikowany labirynt. Jeden przypadek może zupełnie zmienić tok zdarzeń. Bo rzeczy spadają z nieba znienacka. Tak, jak pioruny, albo bryła lodu w letni dzień na matkę Saary, która właśnie miała zrobić z opon ogródek na truskawki.

Pixabay

To, że historia opowiedziana w "Rzeczach..." będzie oryginalna, wiemy od początku. Większość z nietypowych przypadków, przytrafiających się bohaterom, jest już bowiem wypisana na okładce. Z niej także dowiadujemy się, że Ahava jest jedną z najbardziej lubianych fińskich powieściopisarek. Czytając książkę, przekonamy się dlaczego. 

"Czasami niebo spada na głowę, czasami ziemia osuwa się spod nóg. Czasami dopada nas tak niepojęte szczęście, że trudno z nim dalej żyć. Czasami coś się wydarza - tylko jeden jedyny raz - ale przez resztę życia człowiek się zastanawia dlaczego. Czasami nie dzieje się nic i człowiek również przez resztę życia zastanawia się dlaczego."

Autorka podchodzi do swoich bohaterów z dużą dozą empatii. Główną postacią jest wspomniana już Saara, dziewczynka, która mimo młodego wieku, cechuje się zupełnie niedziecinnym spojrzeniem na świat. Jest nietuzinkowa, wrażliwa, może być postrzegana jako dziecko dziwaczne. Chciałaby być brana bardziej na poważnie, ale ze względu na wiek, przez większość ludzi nie jest. Śmierć matki rozpoczyna nowy rozdział w życiu dziecka. Smutek, tragedia, zmiana zamieszkania, zimno pustych pokoi, ciepło płynące ze wspomnień o niej - mozaikowe, drobiazgowe, codzienne, ale ujęte w niezwykły sposób.

Jest też Pekka, ojciec Saary, który załamany po stracie żony próbował, wręcz maniakalnie, zrozumieć "dlaczego". W historii poznajemy także Annu, siostrę Pekki, która po wygraniu głównej nagrody w loterii kupiła duży stary dwór, owce, i zajęła się wytwarzaniem rzeczy z wełny. Po ponownym wygraniu na loterii, sytuacja jednak przestaje mieć się tak kolorowo i nad Annu zawisa duża szara chmura. Taki nadmiar szczęścia okazuje się dla kobiety zbyt ciężki. "Życzę Pani szczęścia w życiu. Tylko nie za wiele szczęścia, żeby dało się je unieść."  - napisała do Annu Mary, żona Hamisha, człowieka, którego cztery razy raził piorun. Te życzenia, choć kierowane do ciotki Saary, są na tyle uniwersalne, że można by pokusić się o podejrzenie, czy aby autorka nie kierowała ich do wszystkich swoich czytelników, przywołując nieco na myśl szwedzki koncept lagom.

Historie snute w książce, choć podszyte smutkiem i tragedią, dziwaczne i nieprawdopodobne, opowiedziane są w atmosferze ciepła, sympatii, zrozumienia. Podobało mi się to, tak samo jak opisany dywan, który Annu utkała dla dziewczynki na jej urodziny. Z kawałków starej garderoby Saary, zbierał przeżycia, wspomnienia. Prawie pod koniec książki pojawia się jeszcze jedna postać. Krista, nowa partnerka Pekki. Jej narracja podobała mi się najmniej. Była, jak dla mnie nieco zbyt szorstka. Ale, tak jak w utkanym dywanie, choć niektóre fragmenty są szorstkie, to ogólnie dywan ociepla i niejako uspokaja. Takie też miałam ogólne wrażenia czytając "Rzeczy...". Mimo, że nie brakowało w niech tematów trudnych, historia opowiedziana jest spokojnie, z uważnością i wrażliwością Saary, pełna osobliwych zdarzeń i nietuzinkowych spostrzeżeń. Sposób narracji jest bardzo obrazowy. I tak na przykład, czytając historię o duchu krającym kołdrę dziewczynki niemal słyszałam zgrzyt nożyc, a przy opowieści o Annu w swojej pracowni prawie czułam jak trzymana w dłoniach książka zamienia się w mokrą, ciepłą i zamydloną wełnę. 

"Rzeczy..." tłumaczyła Justyna Polanowska, której należy się słowo uznania. Książkę czyta się bardzo "miękko", i to jest duży plus. 


Książkę do recenzji otrzymałam od wyd. Relacja. Kiitos! 

12.12.20

5 najlepszych prezentów dla Finoluba

W tym roku święta będą inne niż zwykle. Epidemia pokrzyżowała też plany Joulupukkiego, który choć pracuje zdalnie, to prezenty obiecał dostarczyć. Jeśli na ostatnią chwilę szukacie inspiracji o co poprosić Mikołaja, albo chcecie go wyręczyć i poszukujecie podarunku w sam raz dla Finoluba, spójrzcie na poniższą listę. Post nie jest w żaden sposób sponsorowany i zawiera moje subiektywne sugestie :) 


Kubki z Muminkami




Klasyka, ale zawsze się sprawdza! Na święta polecam zwłaszcza klimatyczne serie zimowe. Ceny kubków Arabii oscylują w okolicach 100-120 zł, te z najnowszych serii są nieco droższe. Bardziej korzystną opcją mogą okazać się kubki drugiego fińskiego producenta, Muurli, które są emaliowane i kosztują poniżej 50 zł.


Na ścianę (plakaty i kalendarze)




Wiele merchu z Muminkami ma charakter infantylny. Są jednak wyjątki, tak, jak ten plakat w formie szkicu. Dostępny w różnych formatach, z różnymi wzorami (np. z każdym bohaterem z osobna). Producentem jest szwedzka firma, która wspiera zrównoważony rozwój, a plakaty drukuje na papierze z certyfikatem ekologicznym. Pozostając przy ozdobach ściennych, również taką funkcje może pełnić kalendarz. Wybrałam ten z czarno-białymi ilustracjami Tove. Kalendarz zawiera napisy w j. fińskim, szwedzkim oraz angielskim. Po zakończeniu roku można każdą planszę oprawić w ramkę i w ten sposób zyskać 12 cudnych obrazów!

Lektury

 

WYD. POZNAŃSKIE, "Finlandia Sisu, sauna i salmiakki" Aleksandra Michta-Juntunen
PASCAL, "Codziennie jest piątek. Szczęście po nordycku", praca zbiorowa. 
KSIĄŻKOWE KLIMATY, "Rok zająca" Aarto Paasilinna, tłum. Sebastian Musielak

Jeśli Finolub lubi się zaczytać, książek do polecenia jest wiele. Na przykład, świeżynka "Codziennie jest piątek". Zebrane przez członkinie kolektywu Nordic Talking, recepty na szczęście po nordycku. O hygge, lagom i sisu w jednym miejscu. Do tego o esencji Finlandii, czyli o sisu, saunie i salmiakach (ale nie tylko!), w kompendium wiedzy o krainie Tysiąca Jezior, do poczytania w książce Oli Michty-Juntunen z bloga Fińskie smaki. W bonusie także przepisy na fińskie potrawy i smakołyki. No i długo wyczekiwane tłumaczenie jednej z najbardziej znanych książek Aarto Paasilinny, fińskiego pisarza ze specyficznym poczuciem humoru. Po więcej inspiracji książkowych odsyłam Was do Kolektywu Tłumaczy Literatury Fińskiej KIRJA.


Świeczki z drewnianym knotem



Najlepiej naturalne, ekologiczne, byle z drewnianym knotem. Nie wiem, jak Wam, ale mi zapach palonego drewna kojarzy się z zapachem nagrzanej sauny. Świeczki z drewnianym knotem odkryłam zupełnie niedawno, ale jedną wypaliłam już w połowie, bo lubię w te zimne i ponure wieczory przywoływać wspomnienia z gorącej fińskiej sauny. Aromat wybierzcie wedle uznania, ale pamiętajcie o drewnianym knocie!


Kalevala

photo from: facebook.com/kalevalapl

O zagranicznych podróżach w najbliższym czasie możemy raczej zapomnieć. Dla spragnionych fińskich wrażeń jest na całe szczęście Kalevala, fińska wioska w polskich Karkonoszach. Wyjazd tam to super prezent dla Finolubów-Podróżników, którzy choć w minimalnym stopniu chcą wypełnić pustkę podróżniczą. Znajdziecie tam opcje noclegu w lapońskich namiotach, domek Muminka, saunę, a nawet fińską szkołę :) Do tego towarzystwo dwóch sympatycznych huskich oraz pary reniferów. 

18.10.20

Fuengirola: Mała hiszpańska Finlandia

Krąży takie powszechne mniemanie, że każdy Finolub, fan Finlandii, to także fan zimy, śniegu i mrozu. Jeśli jednak jesteście Finolubni, ale niekoniecznie przepadacie za chłodem, a fińskie lato jest dla Was zbyt krótkie by w pełni ponapawać się i słoneczną (upalną) pogodą i Finlandią, mam dla Was dobre wiadomości. Otóż, istnieje miejsce, w którym nie zmarzniecie; ba! nawet zdołacie się wygrzać, a jednocześnie będziecie mogli mieć styk z Finlandią i fińską kulturą. Nie mówię tutaj o saunie, a o Fuengiroli, mieście na Słonecznym Półwyspie Andaluzji, zwanym Małą Finlandią. Zaraz po Szwecji, to właśnie tam znajduje się druga, największa zagraniczna populacja Finów. Szacuje się, że na ponad 80,000 mieszkańców, 30,000 stanowią Finowie, którzy w Fuengiroli osiedli na stałe bądź mieszkają tam czasowo, zwykle uciekając od fińskich zim. 

flaga Fuengiroli / wikipedia


Jak do tego doszło? Rodzina Hakulinenów, jako jedna z pierwszych, przeniosła się do Fuengiroli i pod koniec lat 60. zaczęła tam budowę pierwszego domu w Los Pacos, późniejszej fińskiej dzielnicy miasta. W 1974 roku, Teuvo Hakulinen otworzył centrum treningowe dla sportowców, co zdecydowanie powiększyło napływ fińskiej ludności do Andaluzji. Czołowi sportowcy z Finlandii docenili sprzyjający treningom klimat Fuengiroli, i chętnie wybierali się tam trenować podczas fińskich śnieżnych zim. Średnia temperatura wynosi w Fuengiroli 18 stopni, natomiast latem przekracza 30. Jest zatem idealna dla ciepłolubnych. 


Costa del Sol by Rainer Maiores / Pixaba

Mała Finlandia ma własną plażę oraz wiele restauracji, barów (też z karaoke), fińskich sklepów. Centro Finlandia, centrum usługowo-rozrywkowe, to dobrze znane miejsce spotkań Finów. W Fuengirolii istnieje również fińska podstawówka oraz kościół, a także fińska prasa i radio. Jeśli zatem szukacie nieco cieplejszej wersji Finlandii, Fuengirola to coś, co może Was zainteresować.

Na podstawie: 

Sunshine living: Meet the residents of Little Finland, Spain

A piece of Finland in the sun