Pokazywanie postów oznaczonych etykietą priv. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą priv. Pokaż wszystkie posty

12.1.16

Wyzwanie grudniowe

Żeby formalności stało się zadość, to, co się zaczęło, trzeba też zakończyć. I jak wyzwanie listopadowe codziennej półgodzinnej nauki fińskiego zakończyło się sukcesem, poczuciem dumy i jakże sprawiedliwym zasłużeniem na Muminowy kubek, tak po grudniowym powinnam ten kubeczek chyba oddać ;) (ale nie oddam, bo kawa z niego smakuje lepiej, niż z wszystkich innych). 
Początek grudnia zapowiadał się jeszcze całkiem obiecująco, byłam wtedy jeszcze na fali listopadowego zwycięstwa. Im bliżej świąt, tym szybciej wyczerpywały się pokłady mojej systematyczności. Nie będę wszystkiego zwalać na leniwą atmosferę świąt i dni okołoświątecznych. Nie miałam nastroju do nauki i tyle. 

Zrobiłam sobie przerwę, która właściwie trwa do teraz. Przerywam ją czasem na napisanie maila, lekcje, czy ogólnie pojęte finolubne przeszukiwanie internetu. Jeden plus takiej przerwy jest taki, że zapomniałam o tym, jak bardzo nie lubiłam partitiivi monikko. Oswoiłam się z tym przypadkiem i chociaż nie znam wszystkich zasad na pamięć, to potrafię mniej więcej wykombinować, jak dane słowo w tej formie powinno wyglądać. Zwykle jestem blisko poprawnej odpowiedzi. Można powiedzieć, że już się z partitiivi monikko pogodziłam :)

Swoją drogą, gdyby moją naukę fińskiego przenieść na wykres, wyszłaby sinusoida. Są okresy wzmożonej systematyczności, a zaraz po nich przerwy, krótkie, długie, a nawet wieczne, po których zapominam mniej więcej połowę przerabianego ostatnio materiału. Ta jest zdecydowanie najkrótsza, bo w nowym tygodniu mam zamiar wrócić do bardziej systematycznej nauki. Nie wiem, czy uda mi się powtórzyć wynik z listopada, ale będę do niego dążyć. 

Niemniej jednak dziękuję Wam, że byliście ze mną także przy tym wyzwaniu. Mam nadzieję, że poszło Wam w grudniu lepiej, niż mi. Będziecie kontynuować? Oby!

20.11.15

Chyba nie lubię jesieni

Pomyślałam, najlepszym pomysłem na teraz byłoby zbudowanie pod kaloryferem małego tipi. Będę udawać, że to taka lapońska kota. Upcham tam wszystkie poduszki,  koce, wełniane czapy, byle było miękko. W środku powieszę światełka, niby lampiony takie, z ciepłym światłem, żeby można było czytać. Wezmę całą serię z Doliny i więcej książek Tove. Albo przeczytam "Uczciwą oszustkę" dwieście razy z rzędu. A potem zapadnę w sen zimowy, jak rasowy Mumin.
I wtedy minie zima i obudzę się z wiosną. Spakuję walizkę, kupię pierwszy bilet, pojadę tam i ostatnimi resztkami cierpliwości będę wyczekiwać na wieczne krótkie lato. Na te szarawe wieczory, krótkie zachody słońca i jego szybkie wschody. Na zapach brzosowych witek, jeszcze nienagrzanej starej sauny (którą przechowuję teraz w pudełku z przyprawami, w torebce z wędzoną papryką). Na nieznośne komary i brak czekolady.
Tak, to jest chyba najlepszy plan.



P.S. Opcja ze śpiworem w niedźwiedzia zamiast tipi, też wchodzi w rachubę.

5.1.14

Sydämeni on sinivalkoinen*


Każdy Finolub zaczynał nieco inaczej,  ale każdy złapał tego samego bagcyla. Jeden się zasłucha, drugi naogląda, a trzeci nakibicuje. Później wszystko dzieje się nie ubłaganie, spada na człowieka jak lawina...

Finolub ma serce biało-niebieskie, a w jego żyłach płynie niebieska krew (nie, nie ta błękitna!). Charakteryzuje go niezwykła zdolność wyłapywania w otaczającym go świecie rzeczy i zjawisko finopochodnych. Upodobał sobie miejsca odległe, puste, oddychające przestrzenie, spokojne połacie niebieskości i bieli. Lubuje się w ciemnym zimnie i pachnącym brzozą cieple. Najchętniej całymi dniami oglądałby prawie nieme filmy, słuchał dziwnego języka, zaczytywałby się w północnej literaturze.

Finoluba nie zrozumie nikt inny jak drugi Finolub. A, że populacja takowych jest w krajach środkowej Europy raczej znikoma, Finolub w życiu codziennym może czuć się nieco osamotniony. Otoczenie na ogół go nie rozumie, dlatego Finoluby łączą się w witrualne stada, bo w stadzie jest raźniej (tylko nieliczne osobniki mają to szczęście, by stado takie zebrać w realnej rzeczywistości). Czasem mają potrzebę się wygadać, czasem porządnie wypisać. Finolubni lubią się dzielić. Przemyśleniami, pomysłami i wsparciem.

Każdy Finolub ma to samo marzenie. Być tam. Gdy to już nastąpi, są dwa scenariusze. Albo jest nadzieja, że wyleczy się z tego piekielnego zauroczenia i wróci do swojego szaro-burego normalnego życia, albo przeciwnie, ten wstrętny bagcyl przyczepi się do niego bardziej niż rzep do futra renifera. Wtedy Finolub odczuwać będzie palącą potrzebę powrotów, poczuje, że musi nauczyć się wyrażać swoje smutki po ichniemu, połamie sobie język ćwicząc wymowę, a nawet będzie miewać zachcianki na wcale niesłodkie czarne cukierki.

Jakie jest lekarstwo na tego bagcyla? Jedno. Jego nazwa zaczyna się na F. Wersja z procentami w przedawkowaniu jest dla zdrowia niezbyt korzystna (krapula!). Lepsza ta druga, bez skutków ubocznych. Słuszna dawka północnego słońca (lub opcjonalnie śniegu) pozwala załagodzić objawy tęsknoty na jakiś czas, podładować baterie. Do tego miłe dla ucha brzmienie języka, dużo muzyki i koniecznie zapas fińskich wspomnień. Najpierw jednak trzeba takie uzbierać lub uzupełnić. Zatem w drogę, na północ. Pohjoiseen!

*Moje serce jest niebiesko-białe