I wtedy minie zima i obudzę się z wiosną. Spakuję walizkę, kupię pierwszy bilet, pojadę tam i ostatnimi resztkami cierpliwości będę wyczekiwać na wieczne krótkie lato. Na te szarawe wieczory, krótkie zachody słońca i jego szybkie wschody. Na zapach brzosowych witek, jeszcze nienagrzanej starej sauny (którą przechowuję teraz w pudełku z przyprawami, w torebce z wędzoną papryką). Na nieznośne komary i brak czekolady.
Tak, to jest chyba najlepszy plan.

P.S. Opcja ze śpiworem w niedźwiedzia zamiast tipi, też wchodzi w rachubę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz