27.9.21

Recenzja: "Uczeń Kuglarza" / Anniina Mikama

Oficjalnie jestem fanką Mikamy od "Magika i Złodziejki", a po lekturze "Ucznia Kuglarza" moja sympatia do tej autorki jest jeszcze większa. Absolutnie pochłonęła mnie kolejna jej historia i zaraz wyjaśnię dlaczego. 

"Uczeń Kuglarza" Anniiny Mikamy (Huijarin oppipoika, tłum. S. Musielak) jest drugim tomem z trylogii "Magika i Złodziejka", i w takiej chronologii polecam zapoznawanie się z tym cyklem. Jeżeli nie czytałeś jeszcze pierwszego tomu powieści, ostrzegam, że dalsza część recenzj zawiera spojlery.


W "Uczniu" cofamy się trochę w czasie i z Helsinek przenosimy się do Krakowa, do roku 1829. Tutaj poznajemy głównego bohatera - jest nim nie kto inny jak młody Wiktor Worowski. Ten szorstki, starszy profesor, którego poznaliśmy w "Magiku", będzie teraz odzyskującym radość życia chłopcem. W powieści nie zabraknie też Toma, zbuntowanego wojskowego androida, którego decyzję o przeniesieniu do przeszłości śledzimy w prologu książki.

Głównym wątkiem jest jednak historia Wiktora. Choć jest on bardzo młody, zdążył doświadczyć w życiu wiele tragedii. Brat zmarł po ciężkiej chorobie, a on sam pada ofiarą potężnej i niewyjaśnionej eksplozji (swoją drogą pięknie przedstawionej na okładce, przez Alexandra Janssona), która powoduje jego inwalidztwo. Świadkiem tego niecodziennego wydarzenia jest Seweryn Król, wagabunda, i (jak się później okazuje) zegarmistrz i wirtuoz magicznych sztuczek. Seweryn pomaga chłopcu, w zamian za co matka Wiktora pozwala mu w stodole otworzyć zakład zegarmistrzowski. Wiktor zaczyna pobierać nauki u Seweryna, ale szybko okaże się, że naprawiają tam nie tylko zegarki. Zajmuje ich przede wszystkim odbudową androida, który spadł z nieba i rozbił się podczas eksplozji jego transportera. Wiktor i Seweryn próbują przywrócić Toma do funkcjonowania, a historia dopiero się rozkręca. Oczywiście nie może obejść się bez przeszkód, a Wiktor i jego koleżanka Zosia, będą musili wykazać się nieziemskim sprytem, by wyjść z opresji cało. Zosia, córka malarza, przypominała mi rezolutną Minę z pierwszego tomu, co jest dla mnie ciekawym zabiegiem. Sprytna, świetnie odnajdywała się w każdej sytuacji, niejednokrotnie ratując Wiktora z tarapatów.



"Uczeń kuglarza" to intrygująca powieść przygodowa. Muszę dodać dla formalności - powieść młodzieżowa, ale jak i w przypadku "Magika", polecam ją również starszym czytelnikom. Bardzo podoba mi się konkretna i oryginalna wizja Mikamy, która w tym tomie jest podtrzymana i rozwinięta. Wszystko tutaj działa precyzyjnie jak naoliwiony mechanizm zegarka. Nie zabraknie  kuglarstwa, technologii, nawet podszytego technologią okultuzmu, niedomówień, wątków nieszczęśliwych miłości, a przede wszystkim przyjaźni i oddania. A do tego wartka akcja i wciągająca narracja, oraz piękny klimat nieco steampunkowego Krakowa XIX wieku. Książkę przeczytałam w tempie dla mnie ekspresowym, bo w trzy wieczory, a ma ona nieco ponad 500 stron. 

Powieść kończy się w momencie, gdy Wiktor i Tom zamierzają podbić świat magicznymi występami. I tutaj czuję pewien niedosyt. Wiem, że ostatnia część trylogii powraca do historii Miny i Toma, a ja chętnie pośledziłabym jeszcze losy i przygody Wiktora i Toma. Wiem, że byłyby one równie wciągające jak te ich dotychczasowe.

Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Dwukropek, kiitos!


18.8.21

Recenzja: "Domowe makramy" / Susanna Uusitalo

Jednym z moich głównych zainteresowań jest język fiński i Finlandia - to wiecie. Czego nie wiecie, to to, że po godzinach interesuję się także rękodziełem różnego rodzaju. Ostatnio jest nim także makrama. Jestem wyplataczem o dość małym stażu (niecały rok), a na swoim koncie mam dopiero kilka gotowych plecionek. Gdy tylko dowiedziałam się o polskiej premierze książki Susanny Uusitalo "Domowe makramy. 20 pięknych projektów z podstawowych węzłów" (Kodin helpot makrameet), wiedziałam, że to coś, co muszę wypróbować.

Jak przyznaje sama Susanna, z makramą miała dość ograniczoną styczność, a w temat zaplatania zagłębiła się bardziej podczas pisania zleconej jej książki. Było to o tyle pocieszające, że nie trzeba dużego doświadczenia, by stworzyć coś ładnego. Na początku poradnika autorka zebrała instrukcje wyplatania kilku najbardziej podstawowych węzłów. Instrukcje są krótkie, dopełnione zdjęciami. Myślę, że dodatkowym ułatwieniem byłoby użycie dwóch kolorów sznurka na zdjęciach, albo strzałek tak, by jeszcze wyraźniej wyjaśnić zaplatanie. 

W dalszej części książki znajduje się 20 makram do domowego użytku, w tym np. wiszące doniczki, mały bieżnik i ozdoby naścienne. Każdy wzór opatrzony jest estetycznym zdjęciem oraz spisem potrzebnych materiałów. Wyjaśniając poszczególne wzory autorka używa nazw węzłów zaprezentowanych wcześniej. Warto jest je od początku zapamiętać, tak, by nie musieć wracać co chwilę do początku książki.

Przetestowałam jeden ze wzorów zaproponowanych przez Uusitalo. Jak mi poszło, pozostawiam do Waszej oceny.

Makrama ze strony 47.
Moje wykonanie.

Różnica jest nie tylko w kolorze, ale oczywiście nie świadczy to na minus dla zamieszczonych w książce instrukcji. Tutaj akurat mogłam zawieść ja i to jak poradziłam sobie z instrukcjami na papierze. Po tym doświadczeniu zdałam sobie sprawę, że dla mnie ta forma przekazywania wiedzy o splotach nie jest najlepsza. Choć czytałam instrukcje kilka razy, niektóre było mi ciężko pojąć. Starałam się jednak skrupulatnie wykonywać wszystko krok po kroku. Co dziwne, przy tym wzorze autorka nie podała grubości użytego sznurka, instrukcje do innych wzorów posiadają jednak takie info. 

Plusem jest cena książki i ładne, estetyczne wydanie. Z drugiej strony, makrama zaprezentowana na okładce polskiej edycji pochodzi z Shutterstocka, co moim zdaniem nie powinno mieć miejsca. Sięgając po poradnik kierujemy się także okładką. Odczułam niemałe rozczarowanie nie mogąc znaleźć tutoriala zaplatania okładkowej makramy, bo bardzo mi się ona spodobała. Dla porównania, na okładce fińskiego wydania widnieje leżak, który autorka w książce opisuje.

Moim zdaniem zaplatanie na podstawie statycznych zdjęć jest dużym wyzwaniem dla osób zaczynających przygodę z makramą (i tak jak ja - mających najwyraźniej problem z wyobraźnią przestrzenną :)). Na zdjęciach nie widać ruchu, trzeba się trochę wysilić, by zauważyć na czym polega konkretny krok i jak do niego dojść. Dla zupełnie początkujących poleciłabym raczej dobre tutoriale wideo (najlepiej oglądane w spowolnieniu), na których widać każdy ruch. Osoby, które już znają podstawowe zasady łatwiej poradzą sobie z instrukcjami na papierze i tym właśnie poleciłabym książkę Uusitalo jako źródło dodatkowych i ciekawych inspiracji.

Książkę na język polski przełożyła Agata Słabuszewska z Kolektywu Tłumaczy Literatury Fińskiej KIRJA.

Egzemplarz do recenzji otrzymałam od Wyd. Słowne (daw. Burda Książki)

6.6.21

Recenzja: "Magik i Złodziejka" / Anniina Mikama

Dawno żadna książka nie przypadła mi do gustu tak jak "Magik i Złodziejka" Anniiny Mikamy (Taikuri ja taskuvaras, tłum. S. Musielak), wydawnictwa Dwukropek. Szczerze, nie ma tutaj nic, co by mi się nie spodobało. Był klimat, który lubię, magia i tajemnica, intrygująca historia i zwroty akcji. Ale od początku...

Pixabay

Zimowe Helsinki, rok 1890. Końcówka XIX wieku, czas innowacji i postępującej industrializacji. Mina, nastolatka, która pomimo swojego młodego wieku posiada już solidny bagaż doświadczeń. Choć pochodzi z zamożnej rodziny, po śmierci ojca, a później matki, ląduje na na ulicy. Mieszka w starej drewutni, w szemranym towarzystwie kanciarzy i zbirów. Aby przeżyć, musi kraść, i w tym "fachu" jest już całkiem niezła. Pewnego dnia okrada przystojnego młodzieńca, Toma. Skradziona mu rzecz okazuje się nie być zegarkiem, ale urządzeniem dziwacznym i dość skomplikowanym, jak na owe czasy. Tom, ku zaskoczeniu Miny, proponuje jej posadę opiekunki nad starszym i niepełnosprawnym, pochodzącym z Polski, profesorem Worowskim. I tak, wraz z zamieszkaniem w ogromnym domu profesora, rozpoczyna się seria przygód Miny. 

Tom to magik, iluzjonista. Potrafi oczarować widownię swoimi sztuczkami, popisowo łapie w locie kule. To także wybitny wynalazca, inżynier, który swoje umiejętności techniczne sprytnie wykorzystuje podczas iluzjonistycznych pokazów. Jak mówił o nim profesor, to chłopak, który urwał się z księżyca. Konstruuje przedziwne machiny, mechaniczne ptaszki nagrywające dźwięk, poruszające się zabawki, a jego najbardziej zaawansowanym dziełem jest... android. Jego myśl technologiczna wyprzedza epokę o wiele wiele lat, przez co budzi niemały zachwyt ówczesnego towarzystwa, choć nie brakuje też słów krytyki. Rozwój techniki fascynuje wielu, ale też rodzi wiele wątpliwości. Czy maszyny mogą samodzielnie myśleć? Czy mają dusze? To z kolei prowadzi do dalszych pytań natury filozoficznej - co to w ogóle znaczy być człowiekiem? Czy Cynowy Żołnierzyk, stworzona przez Toma maszyna o ludzkim wyglądzie, która "uczy się" sama myśleć, może być za takiego uznana? Idąc dalej, co jeśli budowa takich maszyn się upowszechni i co jeśli się one zbuntują? Autorka porusza te kwestie, zachęcając niejako do dalszych przemyśleń. 

Wracając do głównych bohaterów: Mina to dziewczyna rezolutna, silna, ale też wrażliwa, spragniona miłości. Z kolei Tom jest wyważony, trochę zdystansowany, skrywa wielką tajemnicę. Profesor, jakby dla kontrastu, szorstki, czasem wręcz gburowaty, choć także niepozbawiony niedopowiedzeń. Dobór bohaterów to już niezła mieszanka. Do tego teatr Toma i stworzona przez niego dżungla, wprowadza bardzo specyficzny, może wręcz dziwaczny, nastrój. A wszystko to osnute dużą dawką tajemniczości. Niewyjaśniona śmierć ojca Miny, niejasna przyczyna niepełnosprawności profesora, niepojęty geniusz Toma, to sekrety, które "Magik i Złodziejka" kartka po kartce odkrywa przed swoim czytelnikiem. Magia splata się tu z kryminałem, intryga z iluzją, wątki sensacyjne z fantastyką. Mikama serwuje klimatyczną i wciągającą opowieść, pełną wartkiej akcji i momentów zaskoczenia.

Jest to z założenia książka kierowana do nastoletnich czytelników, ale warta uwagi także starszych. Nie tylko dla intrygującej historii, ale także wyłaniających się spod niej pytań wręcz filozoficznych. Autorka przedstawia opowieść na kanwie Helsinek z XIX wieku, przywołując wiele autentycznych miejsc, choć jak sama przyznaje w posłowiu, czasem nagina rzeczywistość tak, by bardziej wpasować ją w swoją opowieść.

A jest to opowieść o niezwykłym klimacie. Pięknie zarysowane sceny, ciekawa narracja i język nawiązujący do zamierzchłej epoki, który wydaje mi się został doskonale oddany w polskim tłumaczeniu. Za polską wersję "Magika..." odpowiada Sebastian Musielak, tłumacz nota bene znany również z przekładu innych fińskich powieści młodzieżowych. Okładka, niczym kropka nad i, w wersji polskiego wydania świetnie podkreśla nastrój.

Mikama funduje czytelnikowi niezmiernie przyjemną podróż w czasie, do XIX-wiecznych Helsinek, pełną fascynujących przygód i ciekawych postaci. "Magika i Złodziejkę" polecam każdemu, kto lubi powieści nieoczywiste, w klimacie tajemnic usnutych na przestrzeni epok, okraszonych magią i iluzją. Jest to pierwsza część trylogii Mikamy. Na przekłady kolejnych części czekam z ogromną niecierpliwością! 


*

Książkę do recenzji otrzymałam od wyd. Dwukropek. Kiitos!

12.3.21

Recenzja: "Reczy, które spadają z nieba" / Selja Ahava

"Czasami niebo spada na głowę, czasami ziemia osuwa się spod nóg". To jeden z moich ulubionych cytatów z "Rzeczy, które spadają z nieba", autorstwa Selji Ahavy (Taivaalta tippuvat asiat, tłum. J. Polanowska), książki, która niedawno ukazała się nakładem wyd. Relacja. Ot tak, inicjują się nowe wydarzenia, nowe ścieżki, z prostej drogi w skomplikowany labirynt. Jeden przypadek może zupełnie zmienić tok zdarzeń. Bo rzeczy spadają z nieba znienacka. Tak, jak pioruny, albo bryła lodu w letni dzień na matkę Saary, która właśnie miała zrobić z opon ogródek na truskawki.

Pixabay

To, że historia opowiedziana w "Rzeczach..." będzie oryginalna, wiemy od początku. Większość z nietypowych przypadków, przytrafiających się bohaterom, jest już bowiem wypisana na okładce. Z niej także dowiadujemy się, że Ahava jest jedną z najbardziej lubianych fińskich powieściopisarek. Czytając książkę, przekonamy się dlaczego. 

"Czasami niebo spada na głowę, czasami ziemia osuwa się spod nóg. Czasami dopada nas tak niepojęte szczęście, że trudno z nim dalej żyć. Czasami coś się wydarza - tylko jeden jedyny raz - ale przez resztę życia człowiek się zastanawia dlaczego. Czasami nie dzieje się nic i człowiek również przez resztę życia zastanawia się dlaczego."

Autorka podchodzi do swoich bohaterów z dużą dozą empatii. Główną postacią jest wspomniana już Saara, dziewczynka, która mimo młodego wieku, cechuje się zupełnie niedziecinnym spojrzeniem na świat. Jest nietuzinkowa, wrażliwa, może być postrzegana jako dziecko dziwaczne. Chciałaby być brana bardziej na poważnie, ale ze względu na wiek, przez większość ludzi nie jest. Śmierć matki rozpoczyna nowy rozdział w życiu dziecka. Smutek, tragedia, zmiana zamieszkania, zimno pustych pokoi, ciepło płynące ze wspomnień o niej - mozaikowe, drobiazgowe, codzienne, ale ujęte w niezwykły sposób.

Jest też Pekka, ojciec Saary, który załamany po stracie żony próbował, wręcz maniakalnie, zrozumieć "dlaczego". W historii poznajemy także Annu, siostrę Pekki, która po wygraniu głównej nagrody w loterii kupiła duży stary dwór, owce, i zajęła się wytwarzaniem rzeczy z wełny. Po ponownym wygraniu na loterii, sytuacja jednak przestaje mieć się tak kolorowo i nad Annu zawisa duża szara chmura. Taki nadmiar szczęścia okazuje się dla kobiety zbyt ciężki. "Życzę Pani szczęścia w życiu. Tylko nie za wiele szczęścia, żeby dało się je unieść."  - napisała do Annu Mary, żona Hamisha, człowieka, którego cztery razy raził piorun. Te życzenia, choć kierowane do ciotki Saary, są na tyle uniwersalne, że można by pokusić się o podejrzenie, czy aby autorka nie kierowała ich do wszystkich swoich czytelników, przywołując nieco na myśl szwedzki koncept lagom.

Historie snute w książce, choć podszyte smutkiem i tragedią, dziwaczne i nieprawdopodobne, opowiedziane są w atmosferze ciepła, sympatii, zrozumienia. Podobało mi się to, tak samo jak opisany dywan, który Annu utkała dla dziewczynki na jej urodziny. Z kawałków starej garderoby Saary, zbierał przeżycia, wspomnienia. Prawie pod koniec książki pojawia się jeszcze jedna postać. Krista, nowa partnerka Pekki. Jej narracja podobała mi się najmniej. Była, jak dla mnie nieco zbyt szorstka. Ale, tak jak w utkanym dywanie, choć niektóre fragmenty są szorstkie, to ogólnie dywan ociepla i niejako uspokaja. Takie też miałam ogólne wrażenia czytając "Rzeczy...". Mimo, że nie brakowało w niech tematów trudnych, historia opowiedziana jest spokojnie, z uważnością i wrażliwością Saary, pełna osobliwych zdarzeń i nietuzinkowych spostrzeżeń. Sposób narracji jest bardzo obrazowy. I tak na przykład, czytając historię o duchu krającym kołdrę dziewczynki niemal słyszałam zgrzyt nożyc, a przy opowieści o Annu w swojej pracowni prawie czułam jak trzymana w dłoniach książka zamienia się w mokrą, ciepłą i zamydloną wełnę. 

"Rzeczy..." tłumaczyła Justyna Polanowska, której należy się słowo uznania. Książkę czyta się bardzo "miękko", i to jest duży plus. 


Książkę do recenzji otrzymałam od wyd. Relacja. Kiitos! 

12.12.20

5 najlepszych prezentów dla Finoluba

W tym roku święta będą inne niż zwykle. Epidemia pokrzyżowała też plany Joulupukkiego, który choć pracuje zdalnie, to prezenty obiecał dostarczyć. Jeśli na ostatnią chwilę szukacie inspiracji o co poprosić Mikołaja, albo chcecie go wyręczyć i poszukujecie podarunku w sam raz dla Finoluba, spójrzcie na poniższą listę. Post nie jest w żaden sposób sponsorowany i zawiera moje subiektywne sugestie :) 


Kubki z Muminkami




Klasyka, ale zawsze się sprawdza! Na święta polecam zwłaszcza klimatyczne serie zimowe. Ceny kubków Arabii oscylują w okolicach 100-120 zł, te z najnowszych serii są nieco droższe. Bardziej korzystną opcją mogą okazać się kubki drugiego fińskiego producenta, Muurli, które są emaliowane i kosztują poniżej 50 zł.


Na ścianę (plakaty i kalendarze)




Wiele merchu z Muminkami ma charakter infantylny. Są jednak wyjątki, tak, jak ten plakat w formie szkicu. Dostępny w różnych formatach, z różnymi wzorami (np. z każdym bohaterem z osobna). Producentem jest szwedzka firma, która wspiera zrównoważony rozwój, a plakaty drukuje na papierze z certyfikatem ekologicznym. Pozostając przy ozdobach ściennych, również taką funkcje może pełnić kalendarz. Wybrałam ten z czarno-białymi ilustracjami Tove. Kalendarz zawiera napisy w j. fińskim, szwedzkim oraz angielskim. Po zakończeniu roku można każdą planszę oprawić w ramkę i w ten sposób zyskać 12 cudnych obrazów!

Lektury

 

WYD. POZNAŃSKIE, "Finlandia Sisu, sauna i salmiakki" Aleksandra Michta-Juntunen
PASCAL, "Codziennie jest piątek. Szczęście po nordycku", praca zbiorowa. 
KSIĄŻKOWE KLIMATY, "Rok zająca" Aarto Paasilinna, tłum. Sebastian Musielak

Jeśli Finolub lubi się zaczytać, książek do polecenia jest wiele. Na przykład, świeżynka "Codziennie jest piątek". Zebrane przez członkinie kolektywu Nordic Talking, recepty na szczęście po nordycku. O hygge, lagom i sisu w jednym miejscu. Do tego o esencji Finlandii, czyli o sisu, saunie i salmiakach (ale nie tylko!), w kompendium wiedzy o krainie Tysiąca Jezior, do poczytania w książce Oli Michty-Juntunen z bloga Fińskie smaki. W bonusie także przepisy na fińskie potrawy i smakołyki. No i długo wyczekiwane tłumaczenie jednej z najbardziej znanych książek Aarto Paasilinny, fińskiego pisarza ze specyficznym poczuciem humoru. Po więcej inspiracji książkowych odsyłam Was do Kolektywu Tłumaczy Literatury Fińskiej KIRJA.


Świeczki z drewnianym knotem



Najlepiej naturalne, ekologiczne, byle z drewnianym knotem. Nie wiem, jak Wam, ale mi zapach palonego drewna kojarzy się z zapachem nagrzanej sauny. Świeczki z drewnianym knotem odkryłam zupełnie niedawno, ale jedną wypaliłam już w połowie, bo lubię w te zimne i ponure wieczory przywoływać wspomnienia z gorącej fińskiej sauny. Aromat wybierzcie wedle uznania, ale pamiętajcie o drewnianym knocie!


Kalevala

photo from: facebook.com/kalevalapl

O zagranicznych podróżach w najbliższym czasie możemy raczej zapomnieć. Dla spragnionych fińskich wrażeń jest na całe szczęście Kalevala, fińska wioska w polskich Karkonoszach. Wyjazd tam to super prezent dla Finolubów-Podróżników, którzy choć w minimalnym stopniu chcą wypełnić pustkę podróżniczą. Znajdziecie tam opcje noclegu w lapońskich namiotach, domek Muminka, saunę, a nawet fińską szkołę :) Do tego towarzystwo dwóch sympatycznych huskich oraz pary reniferów. 

18.10.20

Fuengirola: Mała hiszpańska Finlandia

Krąży takie powszechne mniemanie, że każdy Finolub, fan Finlandii, to także fan zimy, śniegu i mrozu. Jeśli jednak jesteście Finolubni, ale niekoniecznie przepadacie za chłodem, a fińskie lato jest dla Was zbyt krótkie by w pełni ponapawać się i słoneczną (upalną) pogodą i Finlandią, mam dla Was dobre wiadomości. Otóż, istnieje miejsce, w którym nie zmarzniecie; ba! nawet zdołacie się wygrzać, a jednocześnie będziecie mogli mieć styk z Finlandią i fińską kulturą. Nie mówię tutaj o saunie, a o Fuengiroli, mieście na Słonecznym Półwyspie Andaluzji, zwanym Małą Finlandią. Zaraz po Szwecji, to właśnie tam znajduje się druga, największa zagraniczna populacja Finów. Szacuje się, że na ponad 80,000 mieszkańców, 30,000 stanowią Finowie, którzy w Fuengiroli osiedli na stałe bądź mieszkają tam czasowo, zwykle uciekając od fińskich zim. 

flaga Fuengiroli / wikipedia


Jak do tego doszło? Rodzina Hakulinenów, jako jedna z pierwszych, przeniosła się do Fuengiroli i pod koniec lat 60. zaczęła tam budowę pierwszego domu w Los Pacos, późniejszej fińskiej dzielnicy miasta. W 1974 roku, Teuvo Hakulinen otworzył centrum treningowe dla sportowców, co zdecydowanie powiększyło napływ fińskiej ludności do Andaluzji. Czołowi sportowcy z Finlandii docenili sprzyjający treningom klimat Fuengiroli, i chętnie wybierali się tam trenować podczas fińskich śnieżnych zim. Średnia temperatura wynosi w Fuengiroli 18 stopni, natomiast latem przekracza 30. Jest zatem idealna dla ciepłolubnych. 


Costa del Sol by Rainer Maiores / Pixaba

Mała Finlandia ma własną plażę oraz wiele restauracji, barów (też z karaoke), fińskich sklepów. Centro Finlandia, centrum usługowo-rozrywkowe, to dobrze znane miejsce spotkań Finów. W Fuengirolii istnieje również fińska podstawówka oraz kościół, a także fińska prasa i radio. Jeśli zatem szukacie nieco cieplejszej wersji Finlandii, Fuengirola to coś, co może Was zainteresować.

Na podstawie: 

Sunshine living: Meet the residents of Little Finland, Spain

A piece of Finland in the sun

11.6.20

Chmura, Perła, Kwiat i inne fińskie imiona

Każdy Finolub kojarzy zapewne kim jest Ville Światło, w jakiej dziedzinie sztuki tworzył Alvar Fala, oraz w jakim sporcie rywalizowali bracia Grobowe Wzgórze. Nazwiska inspirujące się naturą, przedmiotami, miejscami, czy czymkolwiek innym, to rzecz najzupełniej normalna. Być może będzie to dla niektórych zaskoczeniem, ale również i fińskie imiona często inspirowane były przyrodą, ale także porami dnia, cechami charakteru, i innymi zjawiskami. Po tym, jak poznałam niedawno imię Lemmikki, które pochodzi od słowa lemmikki oznaczającego pupila (zwierzątko domowe), ale także niezapominajkę, zagłębiłam się nieco bardziej w ten temat. Poniżej znajdziecie listę żeńskich imion, w nawiasach słowa, od których pochodzą, oraz dodatkowe informacje. Wybrałam te imiona, które mi się najbardziej podobają.

I na koniec jeszcze mały komentarz gramatyczny. Imiona pochodzące od rzeczowników czasami odmienia się inaczej, niż ich odpowiedniki (np. imię Pilvi (Pilvit) vs. pilvi (pilvet)). Jeśli szukacie właściwej odmiany, polecam Wiktionary


Pory dnia i roku

Aamu (aamu - poranek)
Ilta (ilta – wieczór) – imię występuje także jako zdrobnienie od imion Matilda i Hilda.
Päivi (päivä – dzień) – krótsza wersja imienia Päivikki.
Suvi (suvi – lato) – suvi to poetyckie określenie na lato, także archaiczne określenie na południe (kierunek).
Talvikki (talvi – zima) – imię to pochodzi z czasów przedchrześcijańskich. Nadawano je osobom urodzonym w zimie.

Natura

Pilvi (pilvi – chmura) 
Tuuli (tuuli – wiatr)
Ilma (ilma – powietrze, pogoda) – imię będące także skróconą wersją imienia Ilmatar, ducha powietrza, matki Väinämöinena (z Kalevali).
Meri (meri – morze)
Helmi (helmi – perła)
Kukka (kukka – kwiat)
Ruusu (ruusu – róża)
Raita (raita – wierzba)
Hilla (hilla – malina moroszka)
Varpu (varpu – gałązka) – to także wariant imienia Valpuri – fińskiego odpowiednika Walpurgi. Jego zdrobnieniem jest Vappu. Tak, tak samo jak vappu, fiński 1 maja. Brzmi to trochę tak, jakby w Polsce nadawno imię Majówka ;)
Lemmikki (lemmikki – pupil, niezapominajka)

Inne

Lempi (lempi – ulubiony) – lempi to także archaiczne określenie miłości. Współcześnie używa się przedrostka lempi- do określenia ulubionych rzeczy (np. lempikirja – ulubiona książka).
Unelma (unelma – marzenie) – imię to stosuje się głównie jako drugie.
Sisko (sisko – siostra)
Varma (varma – pewna)
Hilja (hilja – cicha)
Suoma – wskazuje się, że imię to pochodzi od słowa suoda (dawać), albo suoma (zesłana przez Boga). Imię także kojarzone jest z Suomi (Finlandia) oraz suomalainen (Fin, fiński).
Aino (jedyna) – Imię wymyślił Lönnrot i nadał je jednej z bohaterek Kalevali. Choć historia Aino, siostry Joukahainena, jest tragiczna, dała początek imieniu, które po dziś dzień cieszy się dość dużą popularnością. W 2019 było to najchętniej nadawane żeńskie imię.
Aina (zawsze) – Uważa się, że to imię to wariant imienia Aino, a zbieżność ze słówkiem aina (zawsze) traktowana jest jako zupełny przypadek. Pierwszy raz nadano to imię w 1839 roku.


Na podstawie: Wiktionary.org 

31.3.20

HAASTE 30x31: neljäs viikko & PODSUMOWANIE

Hei!

Ostatni tydzień wyzwania to tłumaczenie piosenki, próba uporządkowania notatek, kolejny wpis po fińsku, drugie spotkanie w ramach Finnish Extra (na którym, tym razem, przemówiłam ;)). Czyli znów było różnorodnie, i trochę bez ładu i składu.

Przez ten miesiąc głównie zajmowałam się powtórkami, choć nie powiem, pisanie wpisów po fińsku, jak i tłumaczenie piosenek, pozwoliło mi nauczyć się czegoś nowego. Często korzystałam ze słownika, musiałam nieco zgłębić się w gramatykę. O tym, co robiłam każdego dnia, pisałam na moim Instagramie.

To zdjęcia do zdań, które podobały się Wam najbardziej 

Ogólnie uważam, że wyzwanie zakończyło się sukcesywnie. Udało mi się wrócić do nauki, więc najważniejszy cel spełniony. Celem podrzędnym było to, by marzec szybciej minął i faktycznie, jego druga połowa minęła błyskawicznie. Podczas całego miesiąca, z przyczyn głównie niezależnych ode mnie, opuściłam trzy dni fińskiego. Jak na to, że miewałam wiele momentów zniechęcenia 😉, jest to niezły wynik.

Co teraz? Zamierzam dalej kontynuować naukę, ale nie w takim wymiarze, jak podczas #30x31. Czasem te pół godziny było za mało, czasem za dużo. W kwietniu planuję poświęcać kilka godzin tygodniowo na fiński, ale co kilka dni. Może uda mi się znaleźć nauczyciela / korepetytora. Na pewno jeszcze dołączę do spotkań Finnish Extra. Jeśli chodzi o samodzielną naukę, planuję wrócić do Suomea suomeksi i zająć się drugą połową 1. części. Chcę poświęcić więcej czasu na pracę z podręcznikiem. Kupiłam nawet nowy zeszyt do fińskiego, żeby się bardziej zorganizować (i zmotywować) do nauki.

Bardzo podobało mi się tworzenie dla Was zdań po fińsku, które codziennie pojawiały się na Facebooku. Będę je dalej kontunuować (tak, wznawiam serię Przypadkowych Fińskich Zdań #PFZ). Bądźcie czujni!

Dziękuję wszystkim, którzy towarzyszyli mi w wyzwaniu. Mam nadzieję, że wyzwanie Wam się podobało i przydało w nauce😊

29.3.20

Mitäpä jos / Samuli Putro

Mitäpä jos - Samuli Putro


Mitäpä jos tuuli yltyy tästä vielä hurjemmaksi eikä talon katto kestä, lentääkö se ilmaan?
A co, jeśli ogień wzrośnie jeszcze gwałtowniej, tak, że nawet dach domu tego nie wytrzyma, czy poleci w powietrze?

Mitäpä jos sun selkä pettää uudenvuodenaattoyönä, viedäänkö sut sairaalaan ja pistetäänkö sänkyyn?
A co, jeśli twoje plecy odmówią posłuszeństwa w sylwestra, wezmą cię do szpitala i położą do łóżka?

Mitäpä jos on rintasyöpä, mitäpä jos oot lapseton, saako vailla koulutusta adoptoida?
A co, jeśli to rak piersi, A co, jeśli będziesz bezdzietna, czy można adoptować nie mając wykształcenia?

Mitäpä jos mä muutan Ruotsiin?
A co, jeśli przeprowadzę się do Szwecji?

Mitäpä jos mä sokeudun voitko silloin jättää mut vai oiskohan se julmaa?
A co, jeśli oślepnę, będziesz mogła mnie wtedy zostawić czy byłoby to zbyt okrutne?

Mitä? Mitä?
Co? Co?

Mitäpä jos sä pelkäät turhaan?
A co, jeśli boisz się na zapas?

Mitäpä jos mun suudelmaan et tahdo enää vastata, niin onko rakkaus jonka rakensimme tehty hiekkaan?
A co, jeśli nie zechcesz już odwzajemnić mojego pocałunku, to czy miłość, którą budowaliśmy, jest z piasku?

Mitäpä jos on ukkonen ja liekki syöksyy maata kohti, polttaa koko pitäjän sen ihmiset ja linnut?
A co, jeśli będzie burza z piorunami i płomień rzuci się w kierunku ziemi, spali całą gminę, jej ludzi i ptaki?

Mitäpä jos jäät työttömäksi?
A co, jeśli zostaniesz bezrobotny?

Mitäpä jos et aikuistu, pyörit tuolla pillifarkuissas ja olet kuuskyt.
A co, jeśli nie dorośniesz, kręcisz się tam w skinny jeansach i masz 60 lat.

Mitäpä jos mä löydän toisen?
A co, jeśli znajdę inną?

Mitäpä jos se rakastuu ja tahtoo mennä naimisiin ja viettää häitä viikon?
A co, jeśli ona się zakocha i zapragnie wyjść za mąż i wyprawiać wesele przez tydzień?

Mitäpä jos sä pelkäät turhaan, turhaan, turhaan, turhaan, turhaan?
A co, jeśli boisz się na zapas? 

Tiedäthän että pysyn tässä vierelläsi maailman tappiin asti.
Przecież wiesz, że będę po twojej stronie aż do końca świata.

Vaikka tää nuoruutemme kesii väistämättä ja vaipuu vanhuuteen.
Chociaż te nasze młodości nieubłaganie się złuszczają i popadają w starość.

Muistathan että meidät tehtiin toisillemme mittatilaustyönä.
Proszę pamiętaj, że stworzono nas dla siebie na miarę.

Mitäpä jos se työ on tehty hartaasti ja yksinoikeudella?
Co jeśli zrobiono nas skrupulatnie i na wyłączność?

📝Słowniczek do pobrania tutaj.

Za pomoc w tłumaczeniu fragmentów piosenki dziękuję członkom facebookowej grupy Język fiński i polski. 

/ Mitäpä jos / lyrics by Samuli Putro. Used only for educational purposes /

22.3.20

HAASTE 30x31: kolmas viikko

Päivää!

Trzeci tydzień wyzwania także upłynął mi pod znakiem powtórek. Ostatnie dni były dość chaotyczne. Powinnam była bardziej przygotować się do wyzwania, przemyśleć naukę, przygotować plan działania. Ale samo wyzwanie podjęłam dość spontanicznie, stąd to całe zamieszanie. Najważniejsze jednak, że czuję, że wracam do nauki, wracam na dobre tory. Ciesze się, że kupiłam bilet na tę podróż z fińskim. To pierwszy, najważniejszy krok. Jeszcze trochę szwędam się po dworcu, czekając na pociąg (aka ciąglę robię powtórki). Ale niedługo wsiadam do pociągu i podróż nabierze właściwego tempa i kierunku.

Co dokładnie zrobiłam? Wzięłam się za tłumaczenie kolejnej piosenki. Nie wiem dlaczego tak jest, ale trafiam na takie, gdzie pierwsza połowa jest OK, natomiast druga połowa sprawia mi wiele więcej trudności. Może to taki fart, albo coś ze mną jest nie tak... Przebrnęłam też przez kolejne rozdziały Suomea suomeksi 1, w ramach powtórek. Napisałam też wpis na Lang-8.

Zdecydowanie najciekawszy moment tego tygodnia wypadł w piątek, kiedy to wziełam udział w Finnish Extra Online. To spotkania językowe organizowane przez Summer University of Northern Ostrobothnia. Uniwerystet oferuje językowe kursy przez internet, także bezpłatne, na różnym poziomie. Finnish Extra to mniej formalne spotkania, nie opierają się bowiem na żadnym podręczniku. Można porozmawiać, popisać na różne tematy, ale także uzyskać wyjaśnienie odnośnie gramatyki. I choć faktycznie tym razem stchórzyłam i nie odezwałam się ani słowem (za to poćwiczyłam pisanie ;)), mam zamiar na najbliższych zajęciach to zmienić. Mój mówiony fiński baardzo się zakurzył, nie pamiętam kiedy ostatni raz go używałam. Ale przed następnym piątkiem spróbuję go nieco odkurzyć i się spradzić.

17.3.20

En pidä maaliskuusta

W ramach wyzwania, ale i poza nim, wydaje mi się dobrym pomysłem by raz na jakiś czas napisać coś po fińsku. Postaram się przynajmniej raz w miesiącu tutaj wrzucać krótki post z polskim tłumaczeniem. Będę też wypisywać słówka, które są dla mnie nowe, albo ciekawe. Oryginalnie piszę na Lang-8, na platformie gdzie teksty są sprawdzane przez rodowitych użytkowników języka. Poniżej pierwszy tekst, napisany 3 marca. Nie lubię marca i o tym piszę.

Uwaga! Tekst zawiera słowa, które niektórzy mogą uznać za brzydkie lub wulgarne.


* * * 

image by Krzysztof Pluta / Pixabay

3. maaliskuuta 2020

Maaliskuu on paska kuukausi. Ilma on huono. Usein sataa vettä, tai on liian lämmin, tai sitten on kylmä ja tulee kovasti. Paska ilma. Paska maliskuu. Niin huono kuukausi on hyvä aika haasteiden tekemiseen. Pitää tehdä monia asioita töiden jälkeen. Tällä tavalla aika menee nopeammin. Tällä tavalla maaliskuu loppuu aikaisemmin. Tällä tavalla olen onnellisempi.

Ensimmäisenä maaliskuuta aloitin sellaisen haasteen, että opiskelen suomea ainakin puoli tuntia joka päivä maaliskuussa. Muuten, on tosi hienoa palata opiskelemaan suomen kieltä. Minulla on ollut liian pitkiä taukoja, tiedän sen. Mutta onneksi muistan paljon sanoja. Ehkä en niin paljon kielioppia.

Joskus ihmettelen, miksi yleensä opiskelen suomea jos en koskaan tule asumaan Suomessa (onhan siellä liian kylmä talvella). No ehkä pääsyy on se, että suomi on aina minusta kaunis ja mielenkiintoinen kieli. Niin kiva, erityinen, kiehtova. On myös mukava kun ymmärrän laulujen sanoja.

Haasteen aikana minä aion kirjoittaa merkintöjä suomeksi, kääntää lauluja puolaksi, lukea kirjoja ja oppikirjoja tai artikkeleita netistä, tehdä harjoituksia ja harjoitella kielioppia. Tänään on haasteen kolmas päivä. Tähän asti kaikki hyvin.

Kiitos Efuille korjauksesta!


3. marca 2020

Marzec to gówniany miesiąc. Pogoda jest kiepska. Często pada deszcz, albo jest za ciepło, albo znów zimno i bardzo wieje. Gówniana pogoda. Gówniany marzec. Tak kiepski miesiąc to dobry czas na robienie wyzwań. Trzeba robić dużo rzeczy po pracy. W ten sposób czas szybciej zleci. W ten sposób marzec szybciej się skończy. W ten sposób będę bardziej szczęścliwa.

Pierwszego marca rozpoczęłam takie wyzwanie, że będę uczyć się fińskiego przynajmniej pół godziny każdego dnia w marcu. Poza tym, całkiem fajnie wraca się do nauki języka fińskiego. Miałam zbyt długie przerwy, wiem o tym. Ale całe szczęście pamiętam dużo słówek. Może nie tak dużo gramatyki.

Czasem zastanawiam się, po co w ogóle uczę się fińskiego, skoro nigdy nie zamieszkam w Finlandii (jest tam zbyt zimno zimą). No może powód jest taki, że fiński zawsze był dla mnie interesującym językiem. Takim fajnym, wyjątkowym, intrygującym. Jest też fajnie rozumieć słowa piosenek.

W czasie wyzwania mam zamiar pisać mosty / artykuły po fińsku, tłumaczyć piosenki na polski, czytać książki i podręczniki albo artykuły z sieci, robić ćwiczenia i ćwiczyć gramatykę. Dziś jest trzeci dzień wyzwania. Póki co, idzie dobre.

* * * 

haaste - wyzwanie (haasteen - genetiivi l. poj.; haasteiden - genetiivi l. mn.)
merkintä - wpis, posy (merkintöjä - partitiivi l. mn.)
ihmetellä - zastanawiać się
erityinen - wyjątkowy
kiehtova - intrygujący
tähän asti kaikki hyvin. - "so far, so good"
korjaus - poprawka, naprawa (korjauksesta - elatiivi).

15.3.20

HAASTE 30x31: toinen viikko

Huomenta!

Drugi tydzień wyzwania i okazuje się, że zaczyna mnie ono nudzić szybciej, niż się tego spodziewałam. Serio. Wydaje mi się, że wynika to przede wszystkim z faktu, że ostatnie dwa tygodnie poświęcam głównie na powtórki. Nie uczę się nieczego nowego, więc też nie widzę większego postępu, bo jedyne, co robię, to odkopuję swój fiński, sprawdzam ile wiem, co pamiętam. Ale z drugiej strony mam wrażenie, że gdybym sięgnęła po jakiś nowy materiał bez powtórek, strzeliłabym sobie w kolano. Zatem jestem trochę w impasie, bo i tak źle, i tak niedobrze. Ale mam nadzieję, że to tylko chwilowy kryzys i druga połowa wyzwania będzie lepsza ;)


Z dobrych rzeczy, udało mi się znaleźć podręcznik, z którego niegdyś korzystałam, mianowicie Suomea suomeksi 2. Mam też pierwszą część, którą zaczęłam przerabiać w minionym tygodniu wyzwania. Myślę, że na niej skupię się też i w następnych tygodniach.

10.3.20

Niska kura tuli kurki, ale sama kotka mieli runo!

Czy wiecie, że to absurdalne zdanie składa się wyłącznie z fińskich wyrazów? Język fiński bowiem zawiera słowa, które brzmią tak samo, jak w języku polskim. Znaczą jednak zupełnie co innego.

Właśnie dzisiaj dotarła do mnie nagroda z konkursu organizowanego przez Ambasadę Finlandii. Jest to torba z wyrazami, które występują w polskim i fińskim. I to ona zainspirowała mnie do stworzenia tego dziwnego zdania :) Poniżej tłumaczenie wszystkich słów z torby na polski:

kura - błot
lupa - pozwolenie
matka - podróż
runo - wiersz
sama - taki sam
on - jest
ale - wyprzedaż
kotka - orzeł
lato - stodoła
kurki - żuraw
lama - recesja
kita - wir
niska - kark
osa - część
papu - fasola
asia - rzecz, problem
mieli - humor, umysł, nastrój
sen - tego, to
tuli - ogień
kapusta - drewniana łyżka
anna - daj
ranne - nadgarstek
pula - brak; ja - i.


Przykładów takich słów jest więcej. Znajdziecie je np. u Suomiki (uwaga, tutaj brzydkie polskie słówka ;)).

8.3.20

HAASTE 30x31: ensimmäinen viikko

Terve! 

Pierwszy tydzień wyzwania za nami. Przez ostatnie siedem dni skupiłam się na odkrywaniu tego, ile z fińskiego pamiętam, niż na przyswajaniu nowej wiedzy. Przygotowałam część zdanek na Facebooka, napisałam jeden wpis na bloga po fińsku, czytałam na głos, a także oglądałam Karppi. Na grupie ustaliliśmy, że tak, Karppi się liczy, o ile jest bez lektora ;) Najlepiej byłoby oglądać z fińskimi napisami, ale to zostawiam sobie na powtórkę serialu. Póki co, oglądam po raz pierwszy i muszę wiedzieć o co chodzi ;) Nie ukrywam, że ten Netflixowy serial to dla mnie ostatnia deska ratunku, gdy nie mam siły, albo nastroju do nauki. Ale też myślę, że czasem warto zrobić odskocznię od typowej nauki, coby się do całego wyzwania za bardzo nie zniechęcić.


Na następny tydzień chciałabym poświęcić więcej czasu na pracę z tekstem i podręcznikiem. Co do tekstu, to będę tłumaczyć piosenkę, chociaż jeszcze nie wiem jaką. Macie jakieś sugestię? Odnośnie podręcznika - muszę najpierw jakiś znaleźć, a potem zabrać się po kolei za rozdziały.

A jak Wy podsumujecie pierwszy tydzień wyzwania? Dajcie znać!

29.2.20

Wyzwanie marcowe: nauka fińskiego



Kilka lat temu zorganizowałam wyzwanie 30x30, podczas którego uczyliśmy się fińskiego przez pół godziny dziennie. Rezultaty były zaskakujące. Pamiętam, że bardzo mnie ono zmotywowało do nauki, niestety, nic nie trwa wiecznie. Moja przerwa w fińskim trwa już zbyt długi czas, dlatego też postanowiłam podjąć to wyzwanie na nowo. Do wyzwania zapraszam również was!

Cel: systematyczna nauka fińskiego.

Wyzwanie: poświęć co najmniej 30 minut dziennie, przez cały marzec, na fiński.

Dla kogo?
Wyzwanie nie ma żadnego limitu, jeśli chodzi o dotychczasowy poziom znajomości języka. Nieważne, czy dopiero zaczynasz, jesteś zaawansowany albo wracasz do nauki po (dłuższej) przerwie. Wyzwanie ma pomóc ci w systematycznej nauce. Skierowane jest przede wszystkim do samouków.

Jak to zrobić?
Pomocne może okazać się wyznaczenie konkretnego czasu na fiński. Niech fiński będzie stałym elementem twojego dnia. Jeśli nie jesteś w stanie poświecić pół godziny, rozłóż ten czas na dwa kwadranse, które wciśniesz gdzieś pomiędzy inne obowiązki. A jeśli i to za dużo, poświęć mniej czasu. Najważniejsze, by codziennie zajmować się fińskim.

Z czego korzystać?
Jeśli nie masz podręcznika, znajdziesz naprawdę wiele materiałów online. Jeśli nigdy nie uczyłeś się fińskiego, zajrzyj na ten wpis. Polecam zacząć od lekcji u Suomiki.

Co robić?
Praca z tekstem: Tekstem może być część rozdziału, czytanka lub dialog z twojego podręcznika lub kursu online, ale także artykuł znaleziony w sieci albo ulubiona piosenka.

Możesz:

* kilkukrotnie przeczytać tekst czytanki lub dialogu na głos
* przepisać tekst ręcznie
* zrobić listę słówek i fiszki
* przetłumaczyć tekst na polski
* przeanalizować tekst pod względem gramatyki (np. zidentyfikować słówka w danym przypadku, znaleźć odpowiednie reakcje czasowników z rzeczownikami, etc.)
* napisać krótkie teksty na Lang-8 (zostaną tam sprawdzone).


ĆWICZENIA ZE SŁUCHU

* wykonaj ćwiczenia ze słuch dostępne w twoim podręczniku lub internecie
* powtarzaj na głos dialogi
* słuchaj fińskiej muzyki
* słuchaj audiobooków lub audycji po fińsku
* uzupełnij teksty fińskich piosenek
* oglądaj fińskie filmy lub seriale bez lektora (najlepiej z fińskimi napisami)
* oglądaj fińskich youtuberów.


PAMIĘTAJ BY NOTOWAĆ SWOJE POSTĘPY!

* pobierz i wydrukuj ten kalendarz
* dołącz do grupy i podziel się swoimi postępami
* śledź mój fanpage na Facebooku (Dlaczego? Zobacz poniżej ;))


CO ZAMIERZAM ROBIĆ?

Codziennie będę zdawać relacje z mojego fińskiego wyzwania na INSTAGRAMIE. Dodatkowo na Facebooku będą pojawiać się fińskie zdania. Będzie to nawiązanie do przypadkowych fińskich zdań (#PFZ) publikowanych niegdyś na blogu. Tutaj też będę umieszczać podsumowanie każdego tygodnia.

Wyzwania szukaj pod hastagiem #30x31 #HAASTE30x31

ZACZYNAMY 1 MARCA 2020!!!

19.5.19

Fińskie "dyscypliny" sportowe

Kiedy byłam w Finlandii, miałam okazję oglądać na żywo suopotkupallo. Drużyny z różnych zakątków świata rozgrywały ze sobą mini-mecze w piłkę nożną. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że boiska wyznaczone były na terenach bagiennych, a zamiast zielonej murawy, królowało na nich błoto. Do tego padał deszcz, co dodatkowo utrudniało zawodnikom grę. Bagna wsysały graczy, było im ciężko się wydostać. Niektórzy stracili obuwie, ale wszyscy dzielnie walczyli o wygraną. Nie wiem kto wtedy zwyciężył. W pewnym momencie rozpadało się na tyle, że trzeba było zejść z trybun i szukać schronienia pod dachem. Kilka dni później znajoma Finka przyznała: Owszem, jesteśmy dziwni, ale przynajmniej zdajemy sobie z tego sprawę. Już wtedy wiedziałam, że Finlandia to specyficzny kraj. Ma swoje dziwactwa, ale za to ją lubię.

Wspomniana suopotkupallo, czyli błotna piłka nożna, to tylko jeden z przykładów dziwnych dyscyplin i zawodów sportowych (lub semi-sportowych) powstałych w Finlandii. Ten kraj kojarzy się zwykle z hokejem i innymi sportami zimowymi. Nawiasem mówiąc, to nie hokej, ale pesäpallo (w skrócie: pesis, fińska odmiana baseballu) jest oficjalnym sportem narodowym tego kraju. Jednak biorąc pod uwagę najczęściej oglądane transmisje sportowe, prym wiedzie właśnie hokej i Formuła 1. Powszechnie uprawiane sporty to bieganie i nordic walking, unihokej, a w zimie narciarstwo. Być może to zamiłowanie do aktywności fizycznej i specyficzne poczucie humoru wyzwoliło w Finach potrzebę zajęcia się innymi, niespotykanymi nigdzie indziej aktywnościami.

Suopotkupallo
Zawody w błotnej piłce nożnej, suopotkupallo, odbywają się latem w Hyrynsalmi. Na 20 boiskach umieszczonych na bagnistych terenach Vuorisuo konkuruje ze sobą prawie tysiąc uczestników z różnych zakątków świata. Każda drużyna składa się z sześciu zawodników (wliczając bramkarza), a mecze trwają 2 x 10 minut. Rozgrywki toczą się w kilku kategoriach. Gra się także o tytuł Mistrzów bagien.


Eukonkanto  
Także latem, ale tym razem w Sonkajärvi, mają miejsce zawody w noszeniu żon, eukonkanto. To chyba najbardziej popularne fińskie dziwne zawody sportowe. Polegają one na jak najszybszym pokonaniu toru przeszkód z żoną (bądź inną kobietą ;)) zarzuconą przez ramię bądź noszoną na plechach. Kobieta musi ważyć co najmniej 49 kg. Nagrodą jest tyle litrów piwa, ile kilogramów waży partnerka zwycięzcy. Co ciekawe, noszenie żon ma podłoże historyczne. Jak głosi legenda, w XIX wieku w Finlandii grasowała szajka nijakiego Rosvo-Ronkainena, która słynęła z porywania kobiet dla okupu bądź ożenku. 

Keppihevosharrastus 
Całkiem niedawno popularność zdobyła w Finlandii jazda na zabawkowym koniku, keppihevosharrastus. Keppihevonen to nazwa zabawki, gdzie głowa konia przyczepiona jest do trzonka. Osoba "siedząca" na nim naśladuje swoimi nogami ruchy nóg konia. Zwykłą dziecięcą zabawę młode miłośniczki wierzchowców z Vantaa przemieniły w pełnowymiarowe hobby. Z filmików dostępnych w sieci widać ich pasję i serce wkładane w udawanie chodu czy biegu konia. Co roku organizuje się w Vantaa zawody z biegami z przeszkodami zupełnie takimi, z jakimi zmagają się konie podczas zawodów jeździeckich. Instrukcje jak stworzyć własnego konia i lekcje podstawowych ruchów dostępne są na oficjalnej stronie.

Merenneitouinti 
Czy kiedykolwiek marzyło się Wam pływać jak Ariel albo inna syrena? Pewna przedszkolanka z Finlandii zrealizowała to marzenie i nauczyła się pływać z syrenim ogonem. Później zaczęła uczyć swoich znajomych, a ostatecznie rzuciła pracę w przedszkolu, aby na pełen etat poświęcić się nauczaniu tego stylu pływania. Nie jestem pewna, czy to akurat z Finlandii pochodzi ten sport, ale nie ulega wątpliwości, że nurkowanie z ogonem robi się tam coraz bardziej popularne. Nie tylko wśród pań, ale też i panów. Piękne, kolorowe rybie ogony, do tego odpowiednia stylizacja. Wszystko robi ogromne wrażenie!

Kukkamekkokorkokenkäsuohiihto 
Na koniec zostawiłam zupełnie abstrakcyjną dla mnie dyscyplinę, która już po swojej nazwie wydaje się być czymś absolutnie dziwacznym. Kukkamekkokorkokenkäsuohiihto. Jak sama nazwa wskazuje: kukkamekko(kwiecista sukienka)-korkokenkä(szpilka - but)-suo(bagno)-hiihto(narciarstwo) - czyli biegi na nartach w kwiecistych sukienkach i na szpilkach. Jest to pomysł autorstwa Kariego Tykkyläinena, który chciał połączyć fińskie szaleństwo i sisu z odrobioną erotyzmu. Biegi odbywają się latem w Pudasjärvi, a biorą w nich udział także mężczyźni.

Jeśli interesują Was inne mniej lub bardziej dziwaczne fińskie dyscypliny i zawody sportowe, odsyłam do filmiku:

25.4.19

Recenzja: "Kimmi Räikkönen jakiego nie znamy" / Kari Hotakainen

Na wstępie od razu muszę znaznaczyć - nie mam zielonego pojęcia o Formule 1, w ogóle mnie ten sport nie interesuje. O Kimmim Räikkönenie wiem tyle, że jest fińskim kierowcą F1 i nigdy się nie uśmiecha. "Kimmi Räikkönen jakiego nie znamy" to oficjalna biografia kierowcy. Autorem jest Kari Hotakainen, dziennikarz, który również tak jak ja zbyt wiele pojęcia o F1 nie miał.

Tytuł książki sugeruje, że intencją autora było dać nam poznać prawdziwego Kimiego, Kimiego jakiego nie znamy. I to Hotakainen próbuje robić - więcej jest w książce opisów życia prywatnego i historii, więcej czasu spędzimy z rodzią i przyjaciółmi Kimiego, niż w jego kokpicie czy na dyskusjach o sporcie. Fakt, poznajemy też sportowe historie Kimiego, ale to nie one są na pierwszym planie. Domowe pielesze, spotkania z przyjaciółmi, prywatna strona kierowcy - to tutaj główny wątek. Mam wrażenie, że Hokainen próbuje przedstawić inne oblicze Icemana, ale pudłuje, bo moim zdaniem Kimi jest sobą zawsze. Przynajmniej ten Kimi z książki - zawsze wydaje się wyważony. Niezależnie czy w domu, czy udzielając wywiadu. 


Narracja Hotakainena przeszkadzała mi w czytaniu, jakkolwiek dziwnie to zabrzmi. Przede wszystkim było tutaj dużo suchych faktów, choć fakty te dotyczą ekscytujących zdarzeń, poziom ekscytacji jest średni. Czułam też, że autor sili się momentami na pisanie z humorem. Poza tym, opowieść jest miejscami patchworkowa, brakuje w niej chronologii i często zdarzyło mi się w czytaniu tracić wątek.

Być może książka nie wywarła na mnie wielkiego wrażenia z powodu braku zainteresowania F1. Lubię czytać biografię, ale ta ewidentnie nie trafiła w moje gusta. Faktem jest, że pozycja ta zdradza historie z życia sportowca, więc jeśli ktoś chciałby się dowiedzieć czegoś więcej o Kimmim, powinien tę pozycję rozważyć. Fanów zapewne ucieszy też całkiem pokaźny zbiór zdjęć Kimmiego z jego prywatnego archiwum.

Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Zysk. Kiitos!

Trzy ciekawe zamki w Finlandii

Myśląc o Finlandii, jej historii i architekturze, częściej niż o zamkach, pomyślimy o drewnianych saunach i domkach, albo o nowoczesnych budynkach zaprojektowanych na przykład przez Aalto. Przecież Finlandia, kraina tysiąca jezior, to nie kraina tysiąca zamków - jest ich tam bowiem kilkanaście. W ramach akcji W 80 blogów dookoła świata, przyglądamy się w tym miesiącu zamkom, zabytkom i ruinom. Wykorzystałam tę okazję, by dowiedzieć się czegoś ciekawego na temat fińskich zamków w ogóle. W tym wpisie przedstawiam pokrótce trzy, moim zdaniem, najbardziej interesujące obiekty. Celowo pomijam Suomenlinnę, ponieważ to najbardziej znana fortyfikacja fińska i dużo się o niej pisze (np. tutaj). Ja sięgnęłam po coś mniej oczywistego i wspominam o zamku w Turku, który miałam okazję zobaczyć na żywo; o twierdzy świętego Olafa, z którą wiąże się ciekawa legenda; oraz o niesamowitym zamku zbudowanym... ze śniegu.

Turun linna 

By Kallerna / Wikicommons 

Zamek w Turku (szw. Åbo slott) to zbudowana w 1280 roku u ujścia rzeki Aurajoki warownia obronna. Założony pod koniec XIII wieku (a więc podczas panowania Szwecji) zamek służył jako bastion i centrum administracyjne Österlandu, jednego z ówczesnych landów szwedzkich. Czasy świetności zamku przypadają na połowę XVI wieku, kiedy to pod rządami księcia Finlandii Jana III i Katarzyny Jagiellonki, zyskał on swoją obecną renesansową formę. To jeden z najbardziej bojowych zamków Finlandii, poddawany wielu oblężeniom i bitwom. Przez wieki lochy zamku służyły jako więzienie, w którym przebywała między innymi szwedzka królowa Katarzyna Månsdotter. Obecnie Turun linna to chyba najczęściej odwiedzane muzeum w Finlandii, a także jedna z lokalnych atrakcji podczas odbywającego się latem festiwalu średniowiecznego. Niektóre pomieszczenia zamku, takie jak królewskie sale bankietowe, można wynająć i na przykład urządzić tam urodziny, a zamkowa kaplica jest jednym z najbardziej popularnych miejsc zaślubin w Turku.

Olavinlinna

By Koothe / Wikicommons

Zamek św. Olafa (szw. Olofsborg), powstał w XV wieku w Savonlinnie. Jest to najbardziej wysunięta na północ, zachowana do dzisiaj, średniowieczna kamienna budowla na świecie. Położona na wyspie Kyrönsalmi, ta twierdza z trzema wieżami powstała na zlecenie Erika Axelssona Totta w 1475 roku by ochronić granice Królestwa Szwecji przed najazdami ze strony Rosjan. Z zamkiem wiąże się legenda o tragicznej miłości: Córka zarządcy zamku wdała się w zakazany romans z rosyjskim wojakiem. Pewnej nocy, dziewczyna otworzyła bramę zamku i wpuściła swojego kochanka do środka. Niestety, wojak nie był sam, i grupa rosyjskich rycerzy wdarła się za nim do twierdzy. Chociaż ochronie zamku ostatecznie udało się odeprzeć atak wroga, zarządca zdecydował się ukarać swoją córkę za to, co zrobiła, śmiercią. Dziewczynę zamurowano żywcem w murach zamku. Wkrótce potem, w miejscu egzekucji, zakwitła jarzębina, której białe kwiaty miały przypominać o niewinności dziewczyny. Legenda była tak popularna, że doczekała się nawet ballady w wykonaniu Annikki Tähti. Dzisiaj Olavinlinna stanowi atrakcję turystyczną Savonlinny i lokalizację wielu wystaw, zawierających między innymi fińskie i rosyjskie artefakty. Każdego lata od 1912 roku zamek zmienia się także w scenę festiwalu operowego.

Lumilinna

By Dmitry Makarov / Wikicommons

Zamki to nie tylko średniowiecze! Współczesny zimowy zamek w Kemi jest największym na świecie fortem zbudowanym ze śniegu. Pierwszy raz postawiono go w 1996 roku. Zamek zwykle topnieje na wiosnę, a co roku odbudowywany jest w nowej konfiguracji. Znajduje się w nim hotel, restauracja, bar, i kaplica. Wnętrze zamku utrzymane jest w lodowo-śnieżnej stylistyce: znajdują się tam rzeźby z lodu oraz skóry reniferów. Nie brakuje tam atrakcji dla dzieci i dorosłych, odbywają się tam przedstawienia teatralne, wystawy, koncerty i różnego rodzaju pokazy, a w lokalnej kapliczce także śluby.


P.S. Ciekawostka językowa. Słowo linna oznaczające zamek, w języku potocznym to także określenie więzienia. Wzięło się ono stąd, że to właśnie w lochach zamków przetrzymywano niegdyś więźniów.

Źródła: Wikipedia, kansallismuseo.fi, turku.fi. 

 W 80 Blogów Dookoła Świata
Przeczytacie także inne wpisy z zamkowo-zabytkowej akcji:
Japonia-info.pl: Rashōmon - brama duchów

Biały Mały Tajfun: Świątynia Huating

Turcja okiem nieobiektywnym: Uçhisar, czyli Trzy Twierdze 
Gruzja okiem nieobiektywnym: Ruiny z widokiem na Abchazję
Enesaj.pl: Rok Göbekli Tepe